Być gdzieś indziej. Z pewnym hobbitem.

Dzień dobry.

Dawno, dawno temu, wcale nie w odległej galaktyce ani za siedmioma górami czy za siedmioma rzekami, pikfe odbyła podróż. To była specyficzna podróż, ponieważ pikfe nie ruszyła się zza biurka, a mimo tego ta podróż jest dla niej nadal fantastycznym wspomnieniem.

Ta, gdzie pikfe była, poznała hobbita. Wcześniej czuła się bardzo zagubiona w mieście pełnym ludzi, bez mapy, całkowicie nieobeznana z tym dziwnym światem. Chodziła bez ładu i składu i wcale jej się nie podobało. Nikt jej nie odpowiadał, wszyscy odchodzili albo patrzyli pogardliwie.

(…) Oprócz nich spotykamy jednak także inny rodzaj gier, takie mianowicie, które oparte są na dążeniu do stworzenia jak najintensywniejszej diegezy. Nie musi to być wcale zbieżne z symulacją, czyli wiernym odwzorowaniem bodźców (jak w systemach imersyjnych). Czasem wrażenie obcowania z kompletnym światem osiąga się sposobami bardziej ascetycznymi. (…)

Aż któregoś dnia, kiedy pikfe czytała informację na jakiejś tablicy, podszedł do niej hobbit, uśmiechnął się i dał jabłko. Zaczęli rozmawiać i ten hobbit okazał się pierwszą osobą, która chciała z pikfe rozmawiać. Chodzili razem łowić ryby – co było bardzo trudne i bez pomocy hobbita pikfe na pewno by się tego nie nauczyła. Roznosili listy i przesyłki do okolicznych zamków i siedzib, bo hobbit miał wszystkie mapy w głowie. Raz nawet uciekali przed trollem.

A hobbit znał już wielką Arkadię, jej wojowników, jej sławy … teraz miał bawić się w małość, szarość… I co? I spotkał pikfe. Było to ciekawe. Postać wyglądała dwojako: bardzo urozmaicone zachowanie; słaba znajomość mechanizmów Arkadii. Od początku – intrygujące. Czy to second? Czy to facet kreujący kobietę? Ale nie było to dla mnie jakimś tematem – świetnie się z pikfe łaziło.

Na początku miałem misję taką, aby pikfe pokazać świat. A i samemu połazić. Było to takie świeże bardzo. Czułem, że ta druga osoba także dobrze się bawi.

Raz siedzieli na molo, nad jeziorem. Zachodziło słońce, a hobbit ze złości tupnął nogą, bo pikfe coś niemądrego powiedziała. Potem płynęli promem, a potem pikfe spędziła pół nocy rozwiązując jakąś zagadkę, a do piwnicy co chwila wchodził zniecierpliwiony elf. Zaglądał i znikał.

Dotyczy to szczególnie takich przypadków, gdy powołanie świata odbywa się za pomocą środków wyłącznie językowych. Tak właśnie dzieje się w „wieloosobowych lochach”, czyli MUD-ach. (…) Pavel Curtis stwierdza dobitnie: MUD nie jest zorientowany na cel; nie ma rozpoczęcia, ani zakończenia, nie ma w nim „rezultatu”, ani też pojęć „wygranej” czy „zwycięstwa”. Mówiąc krótko, mimo iż użytkowników MUD-ów nazywa się potocznie graczami, MUD wcale grą nie jest.

Pikfe czekała na każde spotkanie z hobbitem i promieniała, kiedy się zjawiał. Uwielbiała zwiedzać z nim ten świat, uwielbiała ich przygody, nawet lubiła rąbać drzewo, a poza tym to był niezły zarobek, nie to, co roznoszenie listów. Z hobbitem życie pikfe było łatwiejsze, bez niego trudno było jej dać sobie radę. Napadli ją kiedyś na promie i mocno poturbowali.

Czekała na niego.

Potem okazało się, że on czekał też na nią.

MUD-y umieścić można zatem na spektrum, którego jeden kraniec stanowiłby gry analogiczne do RPG (…). Drugi kres zajmowałyby środowiska, w których gra jest tylko pretekstem do towarzyskich spotkań (…). Jedyna różnica, zresztą decydująca, polega na fakcie, że MUD-y odwołują się zawsze do wyobrażonej przestrzeni fizycznej, w której odbywa się spotkanie, a także do fizycznych wyglądów osób i rzeczy.

Z czasem… po tych kilku „nocnych” do bólu posiadówkach, zacząłem się zastanawiać się, kto też siedzi po drugiej stronie. I tu wyjaśnienie. Był to mój pierwszy przypadek tego typu, że to ja byłem zainteresowany tym, kto siedzi po drugiej stronie, czekałem, czy dzisiaj pikfe wejdzie, czy się pojawi. (…) Dla mnie to było takie bardzo świeże, bardzo nowe, wręcz trochę wzruszające. To dziwne, bardzo, ale były to dla mnie chwile niezapomniane.

Chociaż w popularnym rozumieniu rzeczywistość wirtualna to mnóstwo elektronicznych kasków i cyberrękawic (..) [MUD-y] są dokładnie tym samym, tyle, że obrazy nie są generowane przez komputer, ale tworzone w wyobraźni graczy.

Gdzieś tam, w Arkadii, pikfe znalazła przyjaciela, z którym przeżyła przygody, które pamięta do tej pory; z którym gadała siedząc nad szumiącą wodą; z którym nawet wycinanie drzew i łowienie ryb było frajdą.

A potem pikfe to popsuła, ale to już zupełnie inna historia.

pikfe

P.S. Cytaty kursywą pochodzą z książki Piotra Sitarskiego Rozmowa z cyfrowym cieniem. Model komunikacyjny rzeczywistości wirtualnej, RABID 2002, strony 27 – 33.

P.S. 2 Cytaty w szarym kolorze pochodzą od Hobbita.

Reklamy
Explore posts in the same categories: Cytując innych, Stary kufer

Tagi: ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

2 Komentarze w dniu “Być gdzieś indziej. Z pewnym hobbitem.”

  1. grzymol Says:

    Witam, dzięki za komentarz 🙂 Wpisalem twój blog na moją listę zaprzyjaźnionych blogistów, bloggerów i bloggerek – jeśli można 🙂
    pozdrowienia wiosenne :)))


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: