Archiwum dla Kwiecień 25, 2010

Dlaczego żal mi Lecha Kaczyńskiego?

Kwiecień 25, 2010

Dzień dobry.

Staram się czytać Rzeczpospolitą (w Internecie), ale prawie zawsze przyprawia mnie to o lekki szał, a już w ostatnim okresie o szał więcej niż lekki. Nie to, żebym kochała Wyborczą (kocham Politykę), ale jest mi jednak światopoglądowo bliższa. No, ale niby nie powinno poprzestawać się na jednym tylko tytule, więc sięgam czasem po drugi.

I tak sobie dziś pod wieczór sięgnęłam, po miłym dniu, spędzonym u nas z Dziadkami, Mami i Uialem. Wiecie – dobre jedzenie (mam nadzieję!), miłe rozmowy, spacer w ładną pogodę, a potem, po ich odjeździe, ciekawa książka. Aż coś mnie cholera podkusiło. Najpierw poczytałam o tym, jak to Klich kłamie/ Bielan kłamie. To chyba tyle w kwestii tego głębokiego pojednania, co je zapowiadano.

I następnie trafiłam na blogowy wpis obrońcy prostych Polaków i znawcy ich duszy, Pawła Lisickiego. Przyznam, że już wcześniej dał mi się we znaki swoimi osądami, ale dziś już nie wytrzymałam.

Otóż, Paweł Lisicki wie, czemu żałowałam Prezydenta (nie tylko ja naturalnie). Wcale nie dlatego (no… w części może tak), że to była dramtyczna katastrofa; że człowieka ogarnie zwykły, ludzki smutek, kiedy wydarzają się takie (i większe i mniejsze) tragedie; że zginęli inni ludzie; i że jakim by Prezydentem Lech Kaczyński nie był, był jednak urzędującym Prezydentem.

Nie, mówi Lisiecki, nie tylko dlatego. On zna polską duszę, on wie, co w niej piszczy.

Myślę, że jednym – podkreślam jednym, a nie jedynym – z powodów powszechnej i głęboko przeżywanej żałoby Polaków po śmierci Lecha Kaczyńskiego było przekonanie, że przed katastrofą go krzywdzono. Że za życia go nie doceniono. Że zbyt łatwo i bezkrytycznie przyjmowano wszelkie złośliwości, szyderstwa i kpiny pod jego adresem. Nieczyste sumienie i chęć zadośćuczynienia powinny mieć przeto, mniemam, również istotny wpływ na stosunek do jego brata.

http://blog.rp.pl/lisicki/2010/04/23/portret-polskiej-duszy/

Ale jest chyba jeszcze jeden powód owego wybuchu żalu i smutku: nie do końca czyste sumienie. Czy to możliwe, by ten człowiek, którego śmierć wspomina się z takim oddaniem i bólem, był tym samym niemal groteskowym przywódcą? Jest jakaś gwałtowna dysproporcja między dzisiejszą dość powszechną zgodą (mimo pojawiających się protestów)na to, by Lech Kaczyński spoczął na Wawelu wśród najwybitniejszych Polaków a ową niedawną jeszcze pogardą i lekceważeniem jego osoby. Między zgodą na powszechne wyśmiewanie prezydenta i jego obecną apoteozą. Tak, myślę, że tym, co kieruje tylu ludzi na ulice, jest głębokie poczucie niesprawiedliwości wyrządzonej Kaczyńskiemu.

http://blog.rp.pl/lisicki/2010/04/13/zaloba-i-kicz-pojednania/

To jest właśnie to! Ja rwę włosy, bo zarykiwałam się się ze śmiechu przy Irasiadzie; łzy gorzkiego żalu leję, bo nie wiedziałam, że w naszej reprezentacji grał Pereiro; w czerń się owijam, bo zdębiałam z osłupienia, kiedy przeczytałam o małpie w czerwonym.

I tak obficie te łzy wylewając i planując pielgrzymkę na kolanach za niesprawiedliwości wyrządzone Prezydentowi, dochodzę do wniosku, że ja chyba wcale Prezydenta nie żałuję – tylko swoich czynów żałuję. Nie człowieka mi szkoda, tylko sumienie własne oczyszczam przy tej okazji.

I oczywiście, w ramach pokuty pognam do urny zagłosować na Jarosława Kaczyńskiego, w ramach zadośćuczynienia jego bratu.

Normalnie to przeczytałam i poczułam się, jakbym odwiedziła konfesjonał. Ach, ta kościelna retoryka, zawsze się sprawdza.

pikfe

Reklamy