Czytaliście już o Karen Blixen.

Dzień dobry.

Dziś znów wspomnienie Starego Bloga, ale to już naprawdę sama końcówka.

06 stycznia 2009

Porażka i Karen.

Dzień dobry.

(…)

Wróciłam ostatnio do listów Karen Blixen, które pisała z Afryki do Danii i napotkałam tam taką oto historię, która w dość dziwny sposób zgrała się z moimi przemyśleniami dotyczącymi małżeństwa.

Otóż, dwa lwy bezczelne zabiły i pożarły nocą dwa woły, więc następnego dnia zarządca Karen, niejaki Dickens, zjawił się u niej z propozycją wyłożenia padliny zatrutej strychniną. Karen, znana ze swojej miłości do polowań, na lwy w szczególności, oburzyła się na ten pomysł, twierdząc, że do lwów należy strzelać. Dickensowi ten pomysł wcale się nie spodobał, gdyż uznał, że należy pozbyć się lwów jak najszybciej, żeby dalej nie przetrzebiały stada. Wymyślił zatem, że wybuduje  bomę i z niej zapoluje nocą zapoluje na lwy, po chwili jednak stwierdził, że nie może sobie na to pozwolić, jako, że jest człowiekiem żonatym, ma już jedno dziecko, a drugiego się spodziewają, więc ryzykując swoim życiem postąpiłby nieodpowiedzialnie i zrezygnował z polowania. Karen (bezdzietna, wówczas już rozwódka) przystała na to i używając tych oto słów: Chodźmy więc, pójdziemy i zaryzykujemy nasze kompletnie nic nie warte życie, zaproponowała Denysowi Finch-Hattonowi (bezdzietnemu kawalerowi), żeby towarzyszył jej w polowaniu.
Z listu wynika, że w zasadzie całkowicie akceptowała punkt widzenia Dickensa -w razie śmierci zostawiłby żonę i dwójkę dzieci bez środków do życia, co uznała oczywiście za tragedię, ale także za zły i głupi postępek, nieodpowiedzialne zachowanie bez serca, ściągające nieszczęście i kłopot na wszystkie zamieszane w nie osoby.
I przechodząc do wniosków, oddaję już całkowicie głos Karen.
(… ) sprawa wygląda podobnie dla wszystkich ludzi, którzy wzięli na swe barki obowiązki, łączące się z małżeństwem i rodziną. Oczywiście, nie uważam wcale,aby rezygnacja z polowania na lwy była jakąś bardzo wielką ofiarą, i można chyba nawet powiedzieć, że ludzie osiągnąwszy dojrzały wiek, powinni umieć trzymać się od tego z daleka. Ale lwy w tej historii oznaczają lub reprezentują wybór i zastanawiając się nad tym, uświadomiłam sobie w pełni, że tak naprawdę chodzi o dokonywanie życiowego wyboru i że przynajmniej ludzie, którzy w ogóle noszą w sobie zamiar zawarcia małżeństwa, postąpią słusznie, świadomie dokonując wyboru między lwami a życiem rodzinnym. (…) od tej chwili (tj.zawarcia małżeństwa, macierzyństwa i ojcostwa – przyp. Mój) wzgląd na żonę – (a być może i dzieci) wyprzedza wszystko inne. Zawsze uważałam, iż nie można się spodziewać niczego od życia, jeśli nie potrafi się uświadomić sobie, co jest w nim istotne i jeśli okaże się to konieczne, pozwolić wszystkiemu innemu ulecieć; nie jest zatem uczciwą grą wstępować w związek małżeński bez poczucia, że od tej pory owym istotnym będzie dom i rodzina; w każdym razie w moim przekonaniu sprzeciwia się to prawdziwemu duchowi i sensowi małżeństwa (…)To jednak, innymi słowy, oznacza, że człowiek, wstępując w związek małżeński, rezygnuje z nieprzebranego bogactwa, z czynów, przeżyć, z nowych wrażeń w życiu, i podsumowuje to, oświadczając, że jest zadowolony i zdecydowany od tej chwili czerpać strawę dla ducha według konkretnej diety i w konkretnych warunkach. (Karen Blixen, Listy z Afryki 1925 – 1931, Muza, Warszawa 1999, str. 163 – 164)

Wiemy, że Karen Blixen mieszkała wówczas w Kenii, była już rozwiedziona z baronem Blixenem, który zaraził ją kiłą (która najprawdopodobniej spowodowała bezpłodność u Karen), a w dodatku łączył ją związek z Finch – Hattonem, który nie chciał się żenić, ponieważ nade wszystko cenił sobie swoją wolność. Wiem również, że list ten pisany był dawno (w 1928 roku), kiedy świat był zupełnie inny i pewnie nie mówiło się jeszcze tyle o samorealizacji, jako o jednej z podstawowych wartości, a małżeństwo było zupełnie inaczej postrzegane niż jest obecnie.

Mimo tego: nie jestem pewna, czy chciałabym wziąć ślub, chociaż oczywiście bardzo kocham Big B i nie wyobrażam sobie życia z innym mężczyzną. Był taki okres, że bardzo chciałam ślubu, tego szczególnego dnia, a potem tego śmiesznego bycia „żoną i mężem”. Ale teraz nie jestem już taka pewna, bo zaczęłam się trochę bać, że ślub (ale też cyrk związany ze ślubem) coś między nami popsuje, coś, o czym nawet nie będziemy mieli na początku pojęcia i na co pewnie nie będziemy mieli wpływu.

No i te lwy, symbol wyboru życia, w którym celem jest samorealizacja (okropne słowo – egoistyczna realizacja własnych pragnień brzmi chyba lepiej, ale pewnie gorzej by się sprzedawała) – bo przecież każdy związek, nie tylko małżeństwo, w jakimś sensie zabiera nam cząstkę nas samych. Dostajemy wiele w zamian, samotność jest straszna, na pewno potrafi być bardzo straszna, i sądzę, że wielu samotnych ludzi pragnie związku, bliskości, intymności, poczucia, że jest ten drugi człowiek, na którym całkowicie można polegać, który wesprze, któremu można zaufać i którego można się poradzić.

Ale myślę, że część marzeń – niech nawet będzie, że z okresu dzieciństwa – musi trafić w niepamięć, bo są zbyt egoistyczne, zbyt skoncentrowane na nas i tylko na nas.

Najgorsze jest to, że nie wiem, czy to nie powoduje potem, w dalekiej i zamglonej przyszłości, jakiejś zgryzoty, malowniczo obtoczonej goryczą i żółcią niespełnienia.

Ale czy ludzie samotni, spełnieni, w tej dalekiej przyszłości – czy oni nie ryzykują tym samym?

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Cytując innych, Film i książka, Przemyślenia

Tagi: ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

4 komentarze w dniu “Czytaliście już o Karen Blixen.”

  1. Poprostu Says:

    A jak już ludzie mają tego jedynego… gonią za czymś innym, nie rozumiem tego wszystkiego.

    • pikfe Says:

      Nie wiem, czy Finch – Hutton był tym jedynym Karen Blixen. Czytałam, że w okresie przed śmiercią rozstał się z pisarką i związał z Beryl Markham.
      Ale rozumiem, o co ci chodzi – myślę, że Karen faktycznie traktowała Finch Hattona jako miłość swojego życia, a mimo wszystko nie potrafiła być z nim szczęśliwa.

  2. anna Says:

    A, przed swoją śmiercią- przepraszam, źle przeczytałam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: