Coś, co przywołuje wspomnienia.

Dzień dobry.

Czasami siadamy i przypominamy sobie najfajniejsze momenty naszego życia. Wpada do głowy jakaś myśl, zerknie się na zdjęcie i człowiek zaczyna wspominać jakieś szalone wakacje, wyjątkowo udaną imprezę, miły dzień, który zapadł w pamięci. Wspomina, wspomina, a potem kończy i zapomina aż do następnego razu.

Ale czasem wspomnienia same przychodzą. Są intensywniejsze niż pamiętasz, jak… ?; wywołują pragnienie bycia na miejscu, tam,  teraz, cofnięcia się w czasie; wywołują tęsknotę za czymś, co minęło; uaktywniają jakieś inne rejony mózgu.

Dla mnie chłodne i słoneczne wrześniowe poranki pachną Paryżem. W takie poranki dzwoni do mnie Owca i mówi, że powinnyśmy być teraz w Paryżu, a ja już wcześniej jęczałam Big B, że powinnam być teraz w Paryżu z Owcą. Ta sama pogoda, to samo powietrze, to samo światło. Zawsze odwiedzałyśmy Paryż we wrześniu, zawsze świeciło słońce, a poranki były chłodne.

Wstawałyśmy z samego rana, czasem czekałyśmy w parku na otwarcie perfumerii (zgodnie z zasadą perfumy zamiast śniadania), a czasem biegłyśmy do popularnego muzeum, żeby zdążyć przed tłumami. Zwiedzałyśmy Paryż chodząc, czasem cały dzień; śmiałyśmy się do rozpuku, a kłóciłyśmy do łez. Piłyśmy kawę, zwykle koło 15, coś musiało postawić nas z powrotem na nogi. Miałyśmy cały czas tylko dla siebie. Chodziłyśmy i gadałyśmy; obserwowałyśmy ludzi; przepłacałyśmy za piwo; tworzyłyśmy nasz własny, osobny Paryż, którego poza nami nikt nie zna.

Mam też perfumy, Miracle. Kupiłam je na promie płynącym do Anglii, w 2008 roku, z Big B. Jechaliśmy razem samochodem, poza rezerwacją promu i celem podróży (dom Lisów, oczywiście) niczego nie planowaliśmy. Zatrzymaliśmy się w Dunkierce, następnego dnia zwiedzaliśmy jej okolice, płynęliśmy promem, pierwszy raz jechaliśmy razem nie po tej stronie drogi. I dla mnie moje Miracle pachnie właśnie tymi wspomnieniami – wiatrem na promie, plastikowymi łazienkami w tanich hotelach, skalistymi klifami Dover, panikującym Big B, kotem i cappuccino z Cambridge, Mieszczanami z Calais, kawą w Calais, cudownym spacerem z domu Lisów do ich miasteczka,  tunelem za jednego funta, ćwierćfunciakiem z serem, zatoką The Wash, gigantycznym korkiem za Londynem,  Stonehenge i meduzą. Otwieram moje Miracle i chcę uciekać z Big B na koniec świata.

Chciałabym mieć więcej takich wyzwalaczy wspomnień na mojej liście.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Anglia, Francja, Gdzieś dalej, Przemyślenia

Tagi: , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

2 Komentarze w dniu “Coś, co przywołuje wspomnienia.”

  1. Owca Says:

    Śniło mi się dzisiaj, że wyjeżdżamy do Paryża… Byłam całkiem spanikowana, bo z okna łazienki patrzyłam jak pakujesz do „bolida” swoje niezliczone bagaże, a ja nie byłam gotowa! Nie byłam spakowana, pranie wisiało na suszarce, a ja właśnie wchodziłam pod prysznic. Ale mimo to, to nie był koszmar. Wiedziałam, że mi się uda, ale się obudziłam 😦 I teraz jestem w pracy….

    • pikfe Says:

      Chciałabym mieć chociaż takie sny 😉 Oczywiście, że wiedziałaś, że Ci się uda – nie mam przecież prawa jazdy! 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: