Koty, które były i koty, które są. Część ósma.

Dzień dobry.

Dziś, siłą rozpędu, napiszę o małych Oliwki, które razem z Big B ratowaliśmy. Jak może jeszcze pamiętacie, kotki zostały osierocone zanim zobaczyły na ledwo otwarte oczy człowieka, więc nasz „ratunek” musiał być dla nich wielkim stresem. Trudno mi powiedzieć, w jakim wieku były kocięta, za bardzo się na tym nie znam. W każdym razie miały już otwarte oczy, ale jeszcze same nie jadły.

Zdjęcia są z trochę późniejszego okresu ich życia.

Przenieśliśmy je z Big B do kotłowni (pod węglowym piecem było im ciepło; czasem nawet dziwię się się, że nie zrobiły się z nich kocie steki… 😉 tam naprawdę było ciepło), wzięłam tydzień wolnego od uczelni i dwa razy dziennie schodziłam do kotłowni z butlą mleka. Małe dość szybko nauczyły się któż ja i co będzie, więc wyczołgiwały się spod pieca i pędem dobiegały do moich nóg piszcząc okrutnie. Próbowały wspinać się po nogawkach, ale były jeszcze za małe, żeby te próby zakończyć sukcesem.

Kotów do wykarmienia miałam sześć. Najsłabszy, Siódmy, pojechał do Owcy, która razem ze swoim ówczesnym chłopakiem uratowała mu życie, nie śpiąc po nocach. Siódmemu należy się oczywiście osobny wpis, bo to zadziwiająca kocia historia jest.

Na szczęście jeden dość szybko (w zasadzie prawie od razu) nauczył się jeść z miski.

Drugi odmówił butelki całkowicie, z miski nie jadł, ale wykorzystałam Zośkę, córkę Oliwki, która miała swoje dwa, trochę bardziej wyrośnięte małe. Zośka nie była zbyt chętna do pełnienia roli zastępczej matki, ale tego jednego zawsze jej podetknęłam. Później trochę się przyzwyczaiła, ale zajmowała się swoimi przybranymi dziećmi jakby wbrew sobie. Nigdy nie chciała karmić więcej niż trzy koty.

Zostały cztery; cztery maluchy, które wbijały się pazurkami w smoczek i za nic w świecie nie chciały go puścić; maluchy, które trzeba było codziennie „umyć” mokrą szmatką; kotki, którym trzeba było dotrzymać towarzystwa, wygłaskać, pobawić się. Po których trzeba było posprzątać, bo jeszcze nie załapały, do czego służy kuweta. No… mieliśmy wtedy trochę roboty.

Siedziałam z nimi tydzień i sprawiało mi to ogromną radość. Z początku bardzo się bałam, że są za małe i że nie damy rady uratować wszystkich, więc rozesłałam maila, że potrzebuję opiekunów zastępczych. I choć opiekunów nie znalazłam, to przytrafiła się mi jedna z piękniejszych kocich historii. Znajomi kogoś, których nigdy wcześniej nie znałam, nawet ich nie widziałam, zadzwonili, że oni – jeśli sytuacja tego wymaga – mogą pożyczyć swoją kotkę do wykarmienia małych.

Osłupiałam.

Naprawdę osłupiałam. I odmówiłam. Gdyby koty mieszkały ze mną w mieszkaniu, pomysł byłby świetny, ale one mieszkały w garażu. Bałam się, że kotka ucieknie albo czymś się zarazi (ona była domowa) i dobro tej kotki i jej Państwa przeważyło.

Jakoś daliśmy z Big B razem radę i przeżyło wszystkie sześć (a dzięki Owcy Siódmy). Nie przekarmiałam małych, bo widziałam, że próbują jeść i pić z miseczek, gdzie miały dostęp do jadła przez cały czas. Na początku było dość śmiesznie (pewnie nie dla nich), bo ich wielkie łebki je przeciążały i koty lądowały cały pyszczkiem w mleku… Ale z czasem było coraz lepiej, coraz więcej jedzenia znikało, ale pisk, kiedy wchodziłam, wcale nie był mniejszy.

Potem, kiedy były już odkarmione, zwinniejsze i jadły zupełnie samodzielnie, wróciłam do Miasta, a Big B wystawił kotom kuwety i one oczywiście bez pudła zaczęły się tam załatwiać.

Wszystkie sześć (a właściwie osiem, bo przecież Zośka miała wtedy dwa trochę starsze) kotów (nigdy nie nadałam im imion) zostało potem wydanych na wieś i nie znam ich dalszych losów. Mam nadzieję, że te losy są dobre.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Koty

Tagi: , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: