Koty, które były i koty, które są. Część szósta.

Dzień dobry.

Dziś kolejna historia o kotach, tym razem prawie wcale nie moich, choć jestem pewna, że Esme i Rincewind (tak, tak, zbieżność nie jest przypadkowa) wolałyby mnie 😉

(Sybiraki, którym wydaje się, że mają dwa koty – akurat jest całkiem odwrotnie, dwa koty mają Sybiraków – wściekają się teraz przed komputerami i szykują jakieś podłe komentarze. Ale i tak danie główne mam dla nich na jutro).

Spędziłam z kotami, które mają Sybiraków dwa tygodnie, w czasie których Sybiraki cieszyły się podróżą poślubną w pięknych Tatrach. Sybiraczka codziennie dopytywała się o swoich właścicieli, ale oni nie wyglądali na specjalnie zestresowanych faktem nagłego zniknięcia podopiecznych.  Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni / Gdy nie ma dzieci w domu – to jesteśmy niegrzeczni. No, ale byłam ja. Ja byłam dobra i nie głodziłam koteczków, które mogą jeść tylko jeden rodzaj suchej karmy (choć Esme lubi podobno wrąbać trochę niebieskiej karimaty), bo inaczej sensacje okrutne budzą Sybiraków po nocach. Koteczki dostają od Sybiraków jakieś śladowe ilości karmy i ja się wcale nie dziwię, że lecą do misek na złamanie karku. Też byśmy lecieli.

O karmienie kotów toczy się miedzy nami coś na kształt żartobliwego sporu – Sybiraki dają kotom przepisowe ilości jedzenia (albo tak mówią, bo koty i tak do szczuplaków nie należą), a ja przez okres, kiedy zajmowałam się Esme i Rincewindem – no cóż, raczej im nie żałowałam. Tak, trochę się pomyliłam, więc z lekka nieświadomie, ale jak oni mi potem powiedzili JAK MAŁO powinnam tym kotom dawać, to ja się dziwić przestałam, że koty budzą Sybiraków po nocach.

Byc może z powodu tej nieco większej dawki karmy niż zwykle koty przez te dwa tygodnie były grzeczne i kochane, nie budziły mnie po nocach, nie jęczały (z głodu!;) ), naprawdę słowem poskarżyć się nie mogę. Rincewind zapałał do mnie uczuciem od samego początku w zasadzie, a już drugiej nocy spał razem ze mną w łóżku. Esmeralda była nieco bardziej powściągliwa (siedziała pod szafkami w kuchni), ale w końcu i ona przekonała się do mnie.

Ręka moja, żeby nie było wątpliwości.

Esme i Rincewind są kotami rasowymi i niestety potwierdzają tezę, że kot rasowy intelektem nie dorównuje dachowcowi.

Rincewind staje nad świeczką. I stoi. Swąd palonego włosa rozchodzi się w powietrzu. Sybirak rzuca się z wrzaskiem na kota, żeby uratować go od samospalenia. Kot ucieka od tego wrzasku, nie od ognia.

Choinka. Stoi. Błyszczy. Sybiraczka twierdzi, że koty jej nie zauważyły. Prawie całe Święta.

Oto wciąż niespalony (ale nie kupujcie Sybirakom świeczek) Rincewind.

Rincewind jest sprzedajny (czyżby magia imion?!) – najbardziej kocha tych, którzy zarządzają jedzeniem.

Rincewind jest – oj, trzeba to przyznać – rozpuszczony jak jasna cholera 🙂 Jeśli Sybiraczka nie zawoła go do łóżka w stylu „Koteczku kochany, Rincewindku malutki, chodź i połóż się na mojej poduszce” kot może: drapać kanapę bardzo głośno (bo przecież nie chodzi o pazury, tylko oto, żeby oni nie spali, jak on nie śpi), walić łapami w kartony, walić w drzwi, walić w podłogę koło Sybiraczki głowy. Nie wiem, czy robił to, kiedy razem mieszkaliśmy, ale ja mam bardzo mocno sen i byle stuki-puki mnie nie obudzą.

Esme patrzy na Ciebie.

Esme jest kotem tchórzliwym – raczej ciężko jest liczyć, że zobaczy się ją przy pierwszej wizycie. To kot, który naprawdę nie lubi obcych. Lubi za to (choć teoretycznie nie może) wędzoną, hiszpańską, cieniutko pokrojoną wędlinę, która w cudowny sposób zniknęła z mojego talerza, a zaraz potem Esme zniknęła pod szafką. I obyło się bez sensacji. Może wędlina była podobna w smaku do karimaty? 😉

I jeszcze kawałek ze Starego Bloga, bo Esme i Rincewind pojawiają się nie po raz pierwszy.

13 czerwca 2009
Ech…
Dzień dobry.
Całej pogodzie winny kot Rincewind i kotka Esmeralda!
A było tak – osoby niesłusznie uważające się za właścicieli wyżej wymienionych kotów, czyli Sybiraki, postanowiły wyrwać się z Miasta na Wieś – na wieczór, na noc i na następny dzień, ale w którymś momencie radosnego dnia wśród sadów pojawił się w ich odrażających ludzkich umysłach podły plan, aby zostać na kolejną noc.

A koty? Same? Głodne? O nie, drodzy PAŃSTWO.

Esmeralda poczęła ważyć napar w kotle – wydobywały się z niego ciężkie, czarne chmury.
Rincewind otworzył balkon, ubrał białą szatę.
Wyszedł na balkon, stanął na tylnych łapach i ryknął jak Saruman zagarniając kłęby czarnych chmur, które Esmaralda pracowicie gotowała w swoim kotle.
Rincewind – Saruman stał i ryczał na balkonie, a chmury leciały i leciały, aż w końcu doleciały na Wieś i zmusiły tak zwanych właścicieli do powrotu w kocie pielesze.
Ilekroć Sybirak albo Sybiraczka napomknęli o tym, żeby może jednak zostać, wiatr się wzmagał, deszcz lał się strumieniami, a czarne chmury nadciągały bezlitośnie.

Cóż, przynajmniej wiemy czemu.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Koty, Stary blog

Tagi:

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

3 komentarze w dniu “Koty, które były i koty, które są. Część szósta.”

  1. Sybiraczka Says:

    Z przysmaków Esme to jeszcze: zielone części pora, seler naciowy, szczypiorek, tymianek, rukola. Rincewind woli herbatniki:)

  2. Sybiraczka Says:

    Jeszcze oliwki i czekolada, bita śmietana, jajka….tak można bez końca. On zje wszystko łącznie z pękniętym balonem 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: