5 in Łódź

Dzień dobry.

Coś ciekawego dzieje się w Łodzi, mieście szarych, brudnych kamienic i brutalnych morderstw oraz w ogóle plugastwa wszelakiego – tak przynajmniej można by wywnioskować z lektury prasy i wiadomości w Sieci.

Otóż, w Łodzi powstaje nowe centrum miasta i nawet nowy dworzec i ma też być szybka kolej i niektórzy będą jeździć do pracy nie dwie godziny, ale w 35 (słownie: trzydzieści pięć) minut pomykać do pracy w stolicy, to nawet szybciej niż niektórzy łodzianie do pracy w Łodzi. I nawet są firmowe jeansy EC1, takie cuda.

Ale ja nie o tym. W Łodzi powstaje bowiem Biblioteka 5 in Lodz, której idea jest taka, żeby zgromadzić po pięć książek, które zadecydowały o czyimś życiu. No, moim nie, do mnie nikt się nie zwrócił, ale zwrócono się na przykład do Vittorio Storaro, Yoko Ono czy Noama Chomsky’ego. O projekcie dowiedziałam się listopadowo-grudniowego Dziennika Kolejowego, z przedrukowanego z Polityki wywiadu z Andrzejem Walczakiem, który można przeczytać pod linkiem. Lepiej, żeby książki nie były nowe, ważne jest bowiem, żeby było widać ich związek z właścicielem – zagięcia, postrzępienia, notatki na marginesach, pewnie nawet przypadkowe zalanie herbatą.

Bardzo mi się ten pomysł spodobał, choć wybranie pięciu książek, które miały specjalne znaczenie w życiu jest zadaniem naprawdę karkołomnym. Bo przecież nie chodzi o te, które najbardziej się nam podobały, ale też w jakimś sensie każda przeczytana lektura coś w nas zmienia – poznajemy nowy punkt widzenia, inne ujęcie sprawy, inne problemy, nowe słowa, nowe style pisania. Nie wybrałam pięciu książek, które zabrałabym ze sobą na bezludną wyspę. Wybrałam takie, które miały w moim życiu znaczenie – nadal je pamiętam, nadal stoją na półce, gdzieś tam leżą wypisane cytaty.

Wiecie, nie myślałam, że to jest takie trudne, głowiłam się dobrych parę dni, a nie jestem pewna, czy ten wybór jest właściwy.

Zapraszam jednocześnie do wybierania inne blogerki – Amabilis, Anię Nowakowską, Dobrawkę, Viktorię i Virginię79. Tylko jeśli macie czas i ochotę 🙂

1. Wiliam Faulkner, Światłość w sierpniu – po lekturze tej książki, już dawno temu, uznałam, że mam za mały talent, żeby zostać pisarką.

2. Ian McEwan, Na plaży w Chesil – paradoksalnie, ponieważ wcale nie jest to moja ulubiona książka McEwana, ale jest to jego pierwsza powieść, która przeczytałam i od tamtej pory mam kogoś, kogo mogę nazywać ulubionym pisarzem. Jestem absolutnie bezkrytyczna i biorę wszystko, co Ian McEwan napisze.

3. Grey Owl, Sejdżio i jej bobry – książka dla trochę starszych dzieci, z tak cudownie naiwną wizją świata, że nawet teraz płaczę, kiedy ją czytam. To chyba jedyna książka, nad którą płaczę. I lubię, kiedy Big B mówi do mnie boberku.

4. Alistair MacLean, Działa Nawarony – bo ile z was było przez jakieś długie miesiące Dusty’m Millerem, alianckim żołnierzem, zbereźnikiem i mistrzem sabotażu? I miało w swojej drużynie pułkownika Andreę Stavrosa i kapiatna Keitha Mallory’ego, wybitnego himalaistę? Ile z Was wspinało się w czasie burzy na pionowe urwisko, na szczycie którego czekali niemieccy żołnierze? Nic nie odbierze mi tych wspomnień.

5. I na koniec, nieco żartobliwie – Jamie Oliver w domu: przez gotowanie do lepszego życia. Dlaczego? Nie wiem, czy fakt, że w sumie polubiłam gotowanie – tak, tak, tylko dzięki książce Jamie’ego –  zmieni moje życie, ale wydaje mi się, że to coś znaczy. Tylko jest jeszcze za wcześnie, żeby powiedzieć co. Bo ja kiedyś naprawdę nie lubiłam gotować.

pikfe



Reklamy
Explore posts in the same categories: Film i książka, Przemyślenia

Tagi: , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

14 Komentarzy w dniu “5 in Łódź”

  1. ama Says:

    Urzekły mnie Działa Nawarony w Twoim zestawieniu!
    Zaczytywałam się MacLeanem całą drugą połową podstawówki: byłam po kolei wszystkimi jego męskimi bohaterami!

    w ogóle byłam męskimi bohaterami, więc moja piątka (wybór jest prosty i szybki):
    Przeminęło z Wiatrem – byłam oczywiście Rhettem Butlerem i szukam go w każdym napotkanym mężczyźnie, a ten który jest najbardziej do niego podobny ma moje serce 🙂 Scarlett była idiotką!

    Saga o Wiedźminie Sapkowskiego chociaż nie wszystkie tomy są równie dobre, ale wiedźmin Geralt to drugi na liście facetów idealnych, szukam go w każdym…. itd.

    Fight Club (Podziemny Krąg) i inne książki Palahniuka – jeśli kiedyś będę pisać tak dobrze jak on, uznam się za pisarkę, zdecydowanie najbardziej odjazdowo-podnosząca na duchu książka (kolejny ideał mężczyzny to Tyler Durden)

    „Statek” Łysiaka (jak również wiele innych jego powieści) – najlepsza książka o związkach damsko-męskich (ach być kochaną tak mocno, jak kochał Nurni)

    „Paladyni” Snopkiewicz – najbardziej przejmująca historia miłosna (Lilka jesteś idiotką na równi ze Scarlett)

    Skoro 5 to pięć, z żalem porzucam inne, które się na tej liście nie znalazły (jak choćby MacLeana) albo „Tajemna Historia” Donny Tart, albo Dostojewski „Idiota”, albo „Ojciec Chrzestny”, albo „Na wpół uśpieni w żabich pidżamach” Robbinsa – nigdy nie będę pisać tak dobrze, jak on

    No ciężko ograniczyć się do 5!

    • pikfe Says:

      I tak szybko Ci poszło 🙂
      Co do Rhetta Butlera – zgadzam się w całej rozciągłości, a do Scarlett – w jeszcze bardziej całej rozciągłości.
      W Wiedźminie moim ideałem, absolutnym ideałem jest… Regis. Uwielbiam go.
      Palahniuka … nic jeszcze nie czytałam, widziałam tylko Podziemny krąg. Dwa razy – kiedyś mnie urzekł (choć to sformułowanie średnio pasuje do tego filmu), za drugim razem już tak bardzo mi się nie podobał.
      O Halinie Snopkiewicz nie słyszałam wcześniej, tak jak pewnie Czytelnicy tego bloga o Sejdżio, zresztą poza Anią z Zielonego Wzgórza nigdy nie czytałam książek dla dziewczyn.
      I proszę, jakie to pozytywne – już mam parę poleconych tytułów do przeczytania 🙂
      Szczerze mówiąc, to myślałam, że znajdę listę na Twoim blogu za jakieś dni parę 🙂 W komentarzach z miłą chęcią poczytam wszystkich, którzy czytają, bloga swojego nie mają, a komentarzy nie piszą 🙂

    • pikfe Says:

      Co do MacLeana – był jeszcze taki fantastyczny bohater, który ratował statek wycieczkowy czy coś w tym rodzaju. Na końcu był chyba wybuch atomowy. pamiętasz może, co to za powieść?

      • ama Says:

        Nie pamiętam, z MacLeana najbardziej lubię chyba „Mrocznego krzyżowca” – ten bohater mi się najbardziej podobał i tam jest najlepszy wątek miłosny.

        Snopkiewicz napisała jak dla mnie 2 książki: Słoneczniki i ich drugą część (z tą samą bohaterką) właśnie Paladyni. Obie książki są świetnym zapisem PRLu z punktu widzenia dorastajacej osóbki. No ale przy Paladynach można płakać ze wzruszenia, wściekłości na głowną bohaterkę i żalu, że zmarnowała taką miłość!
        W moim przypadku MacLean i Snopkiewicz obrazują moją ewolucję podejścia do związków damsko-męskich 🙂

        Film „podziemny krąg” jest świetny, ma cudowną obsadę i jest fantastycznie zrobiony. Ale Palahniuka wszystkie książki są rewelacyjne, nie tylko ta.

        A Regis też jest świetny, to prawda – w ogóle w sadze o Wiedźminie Geralt zmienia się moim zdaniem na niekorzyść (czy też na korzyść innych bohaterów), natomist ten Geralt, jakiego uwielbiam jest w opowiadaniach.

  2. ama Says:

    No i jeszcze został Łysiak, znasz?
    Mój ulubiony polski powieściopisarz. 🙂

    A teraz spadam pisać notkę u siebie na blogu 🙂

    • pikfe Says:

      Nie czytałam Mrocznego Krzyżowca, a książka o jakiej wspomniałam to było chyba Złote rendez-vous. I jeszcze H.M.S. Ulisses, dla mnie świetny.
      Co do Łysiaka… hm… jestem trochę na bakier z polską literaturą. Wstyd trochę, ale ja zawsze jakoś kiepsko trafiałam. Nie na złe książki, tylko na tematykę, która wcale mnie nie pociągała. Nie lubię Tokarczuk czy Chwina, ale skoro polecasz “Statek”, to poczytam może w Święta 🙂

  3. Viktoria Says:

    Przyłączam się do gry 🙂 zaczekajcie chwilkę na moje 5 książek 🙂 jutro ważny dzień 🙂 egzamin z prawka 🙂

  4. Dobrawka Says:

    Droga Pikfe,

    dziękuję za zaproszenie do zabawy. Moja lista pięciu wspaniałych:

    1. Rozmowa w Katedrze – Mario Vargas Llosa. Od strony formalnej – mistrzostwo świata w konstruowaniu narracji. Akceptacja świadomości, że młodzieńcze ideały zawsze są utopią i że prawda może boleć. Mój numer jeden wszech czasów.

    2. Wyprawa do wnętrza ziemi – Jules Verne. Głęboka podstawówka, pierwsze noce nieprzespane z powodu książek i odkrycie, że literatura może wywoływać wypieki na twarzy.

    3. Łaskawe – Jonathan Littell. Jak cios w brzuch, opowieść o tym, że zło mieszka w każdym z nas, że w jakiś sposób jest banalne. Czytałam w oryginale i nie wiem, czy polskie tłumaczenie dobrze oddaje zadziwiającą erudycję autora.

    4. A jak królem a jak katem będziesz – Tadeusz Nowak. Najpiękniejsza opowieść o miłości i… jabłkach. Scena miłosna w nocnym letnim jeziorze powraca w snach. Mój ideał pięknego polskiego języka.

    5. Wiersze Herberta. Wyczytane na pamięć, nieraz przez łzy, pomięte kartki. Od czasów liceum, jak Biblia.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Dobrawka

    • pikfe Says:

      Wiem, że to dramat, ale nie mogę się przekonać do Vargas Llosy… czytałam jego wczesną powieść Szczeniaki, a potem jeszcze Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki i nie mogę się przekonać do jego stylu. Mimo tego, że mieszkał przecież długo w Europie, jego książki są dla mnie za bardzo „ibero”, a nigdy nie przepadałam za literaturą Ameryki Południowej. No, poza moim Mistrzem, Borgesem. Ale wiem, wiem, że Rozmowę… powinno się z poczucia czytelniczej przyzwoitości.

      Co do Verne’a, to pewnie nie będę oryginalna i … jednak „20.000 mil podmorskiej żeglugi”. Czytałam tę książkę wieki temu, a nadal całkiem nieźle ją pamiętam, a to już coś znaczy.

      O Littellu czytałam, było głośno o jego książce, ale w rękach jej jeszcze nie miałam. Jej, jest TYLE książek, które polecacie i jest TYLE, które człowiek sam chciałby przeczytać, że to aż strach.

      Nowaka nie znam, jak już pisałam, jestem okrutnie na bakier z rodzimą literaturą; a z poezją to w ogóle jestem na bakier. Czasem, rzadko, Herbert właśnie, Szymborska czasami, ale w moim odczuciu proza rulez.

      Dziękuję 🙂

    • pikfe Says:

      I jeszcze dzięki Tobie, a właściwie Twojej uwadze o Littellu i jego erudycji, coś mi się w umyśle skrystalizowało – lubię, chyba najbardziej, książki, gdzie autor nie nachalnie i pięknym stylem, popisuje się swoją erudycją. Moim zdaniem taki jest McEwan,Eco, w pewnej mierze Sapkowski, taki był Borges. I z tych co ich teraz pamiętam – Bruce Chatwin, choć to przecież nie powieści.

  5. ama Says:

    No to notka o mojej piątce już jest – i oczywiście piątka już zdążyła się nieco zmienić. 🙂

  6. Ania Says:

    Oczywiście Kochana Pikfe:)
    Grzecznie podłączyłam mobilny internet i napisałam dla Ciebie. Szkoda, że musiałam ograniczyć się do pięciu:))
    Buziak
    ANy

    • pikfe Says:

      Ja też żałuję, ale tylko kopiowałam łódzki pomysł. Może w EC1 zobaczymy, jakie pięć książek zrobiło wrażenie na Marquezie 🙂 Dzięki za udział, Aniu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: