Archiwum dla Grudzień 16, 2009

5 in Łódź

Grudzień 16, 2009

Dzień dobry.

Coś ciekawego dzieje się w Łodzi, mieście szarych, brudnych kamienic i brutalnych morderstw oraz w ogóle plugastwa wszelakiego – tak przynajmniej można by wywnioskować z lektury prasy i wiadomości w Sieci.

Otóż, w Łodzi powstaje nowe centrum miasta i nawet nowy dworzec i ma też być szybka kolej i niektórzy będą jeździć do pracy nie dwie godziny, ale w 35 (słownie: trzydzieści pięć) minut pomykać do pracy w stolicy, to nawet szybciej niż niektórzy łodzianie do pracy w Łodzi. I nawet są firmowe jeansy EC1, takie cuda.

Ale ja nie o tym. W Łodzi powstaje bowiem Biblioteka 5 in Lodz, której idea jest taka, żeby zgromadzić po pięć książek, które zadecydowały o czyimś życiu. No, moim nie, do mnie nikt się nie zwrócił, ale zwrócono się na przykład do Vittorio Storaro, Yoko Ono czy Noama Chomsky’ego. O projekcie dowiedziałam się listopadowo-grudniowego Dziennika Kolejowego, z przedrukowanego z Polityki wywiadu z Andrzejem Walczakiem, który można przeczytać pod linkiem. Lepiej, żeby książki nie były nowe, ważne jest bowiem, żeby było widać ich związek z właścicielem – zagięcia, postrzępienia, notatki na marginesach, pewnie nawet przypadkowe zalanie herbatą.

Bardzo mi się ten pomysł spodobał, choć wybranie pięciu książek, które miały specjalne znaczenie w życiu jest zadaniem naprawdę karkołomnym. Bo przecież nie chodzi o te, które najbardziej się nam podobały, ale też w jakimś sensie każda przeczytana lektura coś w nas zmienia – poznajemy nowy punkt widzenia, inne ujęcie sprawy, inne problemy, nowe słowa, nowe style pisania. Nie wybrałam pięciu książek, które zabrałabym ze sobą na bezludną wyspę. Wybrałam takie, które miały w moim życiu znaczenie – nadal je pamiętam, nadal stoją na półce, gdzieś tam leżą wypisane cytaty.

Wiecie, nie myślałam, że to jest takie trudne, głowiłam się dobrych parę dni, a nie jestem pewna, czy ten wybór jest właściwy.

Zapraszam jednocześnie do wybierania inne blogerki – Amabilis, Anię Nowakowską, Dobrawkę, Viktorię i Virginię79. Tylko jeśli macie czas i ochotę 🙂

1. Wiliam Faulkner, Światłość w sierpniu – po lekturze tej książki, już dawno temu, uznałam, że mam za mały talent, żeby zostać pisarką.

2. Ian McEwan, Na plaży w Chesil – paradoksalnie, ponieważ wcale nie jest to moja ulubiona książka McEwana, ale jest to jego pierwsza powieść, która przeczytałam i od tamtej pory mam kogoś, kogo mogę nazywać ulubionym pisarzem. Jestem absolutnie bezkrytyczna i biorę wszystko, co Ian McEwan napisze.

3. Grey Owl, Sejdżio i jej bobry – książka dla trochę starszych dzieci, z tak cudownie naiwną wizją świata, że nawet teraz płaczę, kiedy ją czytam. To chyba jedyna książka, nad którą płaczę. I lubię, kiedy Big B mówi do mnie boberku.

4. Alistair MacLean, Działa Nawarony – bo ile z was było przez jakieś długie miesiące Dusty’m Millerem, alianckim żołnierzem, zbereźnikiem i mistrzem sabotażu? I miało w swojej drużynie pułkownika Andreę Stavrosa i kapiatna Keitha Mallory’ego, wybitnego himalaistę? Ile z Was wspinało się w czasie burzy na pionowe urwisko, na szczycie którego czekali niemieccy żołnierze? Nic nie odbierze mi tych wspomnień.

5. I na koniec, nieco żartobliwie – Jamie Oliver w domu: przez gotowanie do lepszego życia. Dlaczego? Nie wiem, czy fakt, że w sumie polubiłam gotowanie – tak, tak, tylko dzięki książce Jamie’ego –  zmieni moje życie, ale wydaje mi się, że to coś znaczy. Tylko jest jeszcze za wcześnie, żeby powiedzieć co. Bo ja kiedyś naprawdę nie lubiłam gotować.

pikfe



Reklamy