Koty, które były i koty, które są. Część piąta.

Dzień dobry.

Dziś już ostatni odcinek o kotach, przynajmniej ze Starego Bloga. Kotów do opisania zostało mi jeszcze całkiem sporo 🙂

12 maja 2009
Koty, które były i koty, które są. Część piąta.

Dzień dobry.
Dziś na smutną nutę, choć minęło już troszkę czasu.

Była sobie kiedyś kotka dzikuska – siedziała głównie za kanapą, emocjonalnie była raczej chłodna, a na rękach zachowywała się jak kot spetryfikowany i szukała tylko okazji do ucieczki. Próby uczynienia z niej kociaka przymilnego na nic się nie zdała, a może wręcz przeciwnie. To nie dziwne, koty w końcu znane są z tego, że wiedzą czego chcą.
Kotka na imię ma Dziewczynka, co nie jest może imieniem pierwszej urody. Teoretycznie jest kotem moim i Big B, ale nadal nie mamy jej gdzie trzymać, więc chyba już od roku mieszka z Owcą i jej przychówkiem – o którym niebawem.

Na początek zdjęcie, którego nie było, autorstwa AardvarKa. Owcy i Barana przychówek mniejszy i większy, mocno ze sobą spleciony.

Kotka zaszła w ciążę, pierwszą i urodziła pięć małych kociąt. Jak to zwykle u Owcy – wszystkie czarne jak węgiel. Kotki rosły i były takie, jak wszystkie małe kotki są – kochane.

Zdjęcia są robione komórką… więc musicie wierzyć mi na słowo, że nie są to małe myszy czy szczury.

Jak to u Owcy bywa pięć małych kotów rosło cudnie. Lubiłam wstawać rano, kiedy u nich nocowaliśmy, i przynosić wszystkie kociaki do łóżka – najpierw z lekka pełzały, a po jakimś czasie szalały przepięknie. Urosły i stały się takie:

Obok albo tata albo wuj.

Niestety – jeden kotek zachorował na panleukopenię, ukochana kotka Owcy. Bardzo się męczyła, a Owca nie chciała jej zostawiać pod kroplówką w lecznicy, nie było wiadomo, czy te dodatkowe męki uratują kota.
Wiecie, to był taki kot, który wszędzie za nimi łaził, zasypiał na ciele, przytulony do człowieka, najmniejszy, ale też najbardziej ciekawy świata. Ona pierwsza zaczęła gramolić się na zewnątrz z kartonu, podczas gdy jej rodzeństwo jadło i piło.
Smutno było na nią patrzeć, jak siedzi otępiała, wymiotuje, ma biegunkę. Kotka nikła w oczach, robiła się zimna, a weterynarze w zasadzie od początku nie dawali jej większych szans.
Cały czas miałam nadzieję, że uratują Gringa, ale wieczorem tamtego dnia Owca zadzwoniła z płaczem, że nie, że Gringo nie dała rady.
Nie wiem, czy to ona jest na tych zdjęciach.
Nadal bardzo mi jej żal. Miałaby świetny nowy dom i byłaby świetnym kotem.

I obowiązkowo nudne filmiki, z przychówkiem Owcy i Barana 🙂

pikfe

P.S. I wyjątkowo komentarz:

To Gringo jest na tych zdjęciach, na drugim jest razem z tatą – Maluchim.
~Baran i Owca, 2009-05-12 19:19
Reklamy
Explore posts in the same categories: Koty, Stary blog

Tagi: , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: