Koty, które były i koty, które są. Część czwarta.

Dzień dobry.

Znów mamy kolejny wtorek, czas szybko leci. Dziś dodatkowo nudne filmiki o Liszu, jak zawsze tutaj – bez point 😉

29 stycznia 2009
Koty, które były i koty, które są. Część czwarta.

Dzień dobry.
Dziś o kocie, który od pewnego czasu jest i ma się dobrze.

I dużo zdjęć. I nawet dwa nowe, choćby to powyżej.

Kot ów przywędrował do nas czas jakiś po Epim i Dużym Kocie i jak to u nas – nie obyło się bez problemów. Okazało się, że dzieci jakieś popaliły trochę kocie wąsy i brwi substancją żrącą, do czego właściciele nie chcieli się przyznać, ale brak brwi i wąsów z jednej strony był rażący, więc w końcu przyznali, co przyznać powinni.

Nie czuł się jednak dramatycznie źle. Jakość tego filmiku jest… hmmm… w każdym razie w rzeczywistości Lisz nie jest białym, płaskim duchem.


U weterynarza okazało się, że to nie jest trwałe uszkodzenie i kotowi (tak piszę, bo Stalker tak mówił, jak był mały i tak nam zostało) nic nie będzie.

Nazwa kota? Długa tym razem, w pełnej wersji przedstawiamy go tak „Oto Tralalaliszek, dla przyjaciół Liszek, dla wrogów Tralalisz”. Nasz weterynarz ma ewidencję komputerową kotów naszych, za każdym razem miło jest patrzeć na jego minę, kiedy jego oczom ukazuje się długa lista: Erwin, Fred, Epi, Duży Kot, Kubeł, Tralalaliszek, Myszowaty, Zołza, Siódmy… Imię Liszek jest bardzo dobre, krótkie i wygodne, a kot na nie reaguje.

W ogóle moim zdaniem koty z reguły (przynajmniej moje)reagują na imię, tylko akurat niekoniecznie mają ochotę nie zrzucać małego przedmiotu z parapetu albo przestawać kopać dołek w doniczce.

Liszek nigdy nie był kotem przesadnie towarzyskim –pierwszego dnia u nas w domu darł okrutnie paszczę, aż w końcu ułożyłam się tyłem do świata na łóżku, owinęłam kota w poły mojej wielkiej, długiej,ciepłej, wełnianej spódnicy i w końcu był cicho.

Mały Liszek w starym kinie. Od razu dementuję – kot nie choruje na pikselozę.


Lubił się z nami bawić, ale zwykle były to zabawy we wściekłe atakowanie, a że sierść miał na początku lichą, wyglądał dość zabawnie w wojowniczych pozach.


Zwróćcie uwagę na to pierze na ogonie 🙂

Kotek był malutki, kiedy do nas przywędrował, chyba nawet trochę zbyt mały, żeby zabierać go od mamy. Mamy bardzo dużo zdjęć, dlatego tyle ich tu jest, nie wiedziałam, co wybrać…

I filmików też mam parę…

Lisz urósł duży, ma potężne łapy, wielki łeb (bo jakoś trudno powiedzieć łepek), szerokie bary, waży pewnie około sześciu kilo.


W domu jest przesadnie spokojny – śpi po osiemnaście godzin dziennie w swoim domku w mojej szafie (w szafie zostały tylko jasne ubrania,czarne są zamykane w innej), czasem pobiega trochę jak głupi po schodach,przejdzie się po domu, znajdzie paprocha i trochę nim porzuca, albo podręczy naszą kotkę, przy czym należy zauważyć, że ona częściej dręczy jego.

Nie lubi być przytulany, czasem przyjdzie ugniatać trochę brzuch, co przy jego masie nie należy do najmilszych doświadczeń, ale skoro już przyszedł, to zwykle go nie przeganiamy. I cierpimy 😉

Z czasem całkowcie zniknęła mu czarna plamka z czubka łebka, teraz jest już zupełnie biały i naprawdę urósł duży, ale w domu nie należy do najszczęśliwszych. Szalał na działce i tak tam wyrósł, że po dwóch tygodnich niewidzenia kota, z trudem go poznałam. Wyglądał jak mały czołdżek i przestał być koci w dotyku, jeśli wiecie, co mam na myśli. Zrobił się potężnym, umięśnionym kocurem i nie okazywał szczególnego przywiązania do domu – znikał na dwie, trzy doby, a przecież dziki Fred meldował się zawsze każdego ranka.

Lisz znalazł na działce koteczkę, razem się włóczyli i chyba dlatego nie miał ochoty pokazywać się w miejscu, gdzie stała klatka, w której wstrętne baby zabierały go domu, gdzie przecież jest przeraźliwie nudno.

Lisz jest zdecydowanie najszczęśliwszy na działce, dopiero tam staje się prawdziwym kotem, a nie wyrośniętym i rozleniwionym kociakiem, który całe dnie spędza w swoim ciepłym domku. Czy nie ładnie wygląda?

Z Liszkiem problem jest jeden – nie chce jeść nic poza suchą karmą. Żadnych saszetek, puszek, żadnego mięsa, nic po prostu poza… sałatą.

Ulubiona zabawa kota, który śpi całe dnie to bycie przykrywanym przez prześcieradło i odkopywanie się w kociej furii oraz zagryzanie dywanu – dostaje świra, wystarczy tylko poruszyć dywanem, a kot już nawet nie wie, gdzie by tu kąsać i gryźć.

I na koniec – spróbujcie tak się ułożyć. To naprawdę zdrowy kotek.

A już na samiuteńki koniec – Lisz, który się myje. Wyrośnięty, wielki kocur.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Koty, Stary blog

Tagi: , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

8 Komentarzy w dniu “Koty, które były i koty, które są. Część czwarta.”

  1. Viktoria Says:

    Piękny Kiciuś 🙂

  2. palacz Says:

    Bestyja wyrosła:) a co do reakcji na imię, w 100% się zgadzam. „Zaraz tylko skończę” oraz „Jak coś chcesz to podejdź” też bywa ciekawą kocią reakcją.

  3. pikfe Says:

    Viktoria, pewnie jest większy od Twojej Fizi, ale raczej by go wystraszyła, bo Lisz to tchórz okrutny 🙂

    Palacz, masz kota? 🙂 Zwłaszcza“Jak coś chcesz to podejdź” ! 🙂

  4. palacz Says:

    Mam aktualnie jednego. Jedna wybyła z siostrą, moją najwierniejsza dziewczynę (18 lat razem) rak zjadł:( całkiem niedawno, i został 9 letni Samuel. [a poza tym dwie szczurzyce i rybki:P]

    • pikfe Says:

      Jak się kot dogaduje ze szczurzycami? Bo o rybkach słyszałam(z pierwszej ręki), że istniał kot, który stawał na krawędziach akwarium, wkładał czubek ucha do wody i dziką frajdę sprawiało mu, jak rybki go podszczypywały 😉

  5. palacz Says:

    Ogólnie Samuel, jeśli chodzi o gryzonie to lubi sobie pooglądać myszki w klatce(jak jeszcze były). Szczury są poza jego zainteresowaniem, za duże albo co?, no może czasem jak lata po półce jakiś to sobie poobserwuje. Na akwarium też czasem popatrzy, ale to niezbyt często ta forma „telewizji” go interesuje;).
    A to podszczypywanie musiało fajnie wyglądać:)

  6. pikfe Says:

    Czyli szczury i Samuel ułożyli sobie życie 🙂 jeśli zaś chodzi o TV, to znam takie, które fascynowały się… meczami piłki nożnej, a zwłaszcza biegającymi piłkarzykami i latającą piłeczką.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: