Koty, które były i koty, które są. Część trzecia.

Dzień dobry.

Dziś wtorek, dzień Starego Bloga, i kolejna historia o kocie.

24 stycznia 2009
Koty, które były i koty, które są. Część trzecia.

Dobry wieczór.

Smutne jest to, że większość tych historii jest o kotach, które były, ale będzie też jedna o kotku, który prawie był, ale jednak jest.
Dziś o kocie, który nie był mój, ale na pewno był mądry i kochany.


Chociaż tu nie wygląda na szczególnie kochanego…

Kot był znajdą, został wzięty do domu przez Owcę i jej ówczesnego chłopaka KK, z tym, że zawsze był raczej kotem ówczesnego chłopaka. Ja wymyśliłam dla kota imię, nawet nie widząc go na oczy – niechlubne to było imię – kot nazwany został Kubłem, ponieważ śmierdział jak kubeł na śmieci i to śmierdział bardzo i wcale nie tak znowu krótko.
Kot oczywiście nadawał się do weterynarza, chociaż nie był w takim stanie, jak mały Fred – po prostu: pokiereszowane i zabiedzone zwierzę, które kiedyś było domowym przytulakiem, a potem – przypadkiem albo z premedytacją – przestało nim być. Wiedział dobrze, co to „whiskas” i umiał załatwiać się do kuwety, a poza tym nie był dziki, jak blokowiskowe koty, które nigdy nie miały bliższych kontaktów z człowiekiem.
Kot zaaklimatyzował się szybko, był grzeczny, odpchlili go,odrobaczyli, wykąpali (jak mówi Owca, w czasie pierwszej kąpieli kot był bardzo grzeczny), oczyścili i zaszczepili, ale Kubeł nie chciał spać w łóżku, a każdy,kto choć raz miał kota, wie, że to jest dość dziwne i zagadkowe. Mały Fred wspinał się po kocu, żeby tylko móc poleżeć na łóżku – a przecież nie mógł wtedy chodzić.

Niańczyłam kota Kubła po kastracji (każdego z nich w końcu to spotyka) i zaprosiłam kolegę, żeby nie było mi nudno samej. Pomimo faktu, że stawałam na rzęsach, żeby Kubeł do mnie przyszedł, od od razu wskoczył na kolana koledze, kiedy ten się zjawił. Kolega był po medycynie i być może dlatego trochę przewrażliwiony – stwierdził, że Kubeł za bardzo gubi sierść.Wiadomo jednak, że koty linieją i generalnie kocie włosy w dużych ilościach znajduje się wszędzie i o każdej porze roku, a kolega kota nie miał. Ale miał rację.

Po pewnym czasie od wizyty kolegi po medycynie Kubeł wydrapywał sobie sierść, tak, że zostawały wielkie, zaczerwienione placki gołej skóry.Okazało się dość szybko, że kot ma gronkowca, na szczęście niegroźnego i szybko wyleczalnego – wystarczył antybiotyk i duże ilości jogurtu. I nie zgadniecie –po skończonej kuracji kot Kubeł zaczął spać na łóżku.


Ta historia jest trochę o głupich przesądach dotyczących kotów – że duszą i zjadają (?!) niemowlęta, że zagryzają ludzi, a zwłaszcza mężczyzn, myląc ich grdykę z myszą i inne takie wesołe przypowiastki, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Swoją drogą, nie wierzę też, żeby koty kładły się „tam, gdzie boli” – leżą często na brzuchu, a brzuchy często bolą, ale na brzuchu jest ciepło i miękko, a do tego dużo wygodniej niż na przykład na przedramieniu.

Jeśli zaś chodzi o niemowlęta, muszę przyznać, że koty(podobnie zresztą jak psy) mają do nich (może mniej do niemowląt, które pewnie wydają się kotom bardzo nieciekawe – co jeszcze nie znaczy, że chcą je udusić i pożreć –  a bardziej do dzieci)nieskończenie większą cierpliwość niż do dorosłych. Stalker męczy koty, drażni je, denerwuje, straszy, taszczy ze sobą, gdzie popadnie i tylko raz dostał,całkiem zresztą zasłużenie. Myślę, że do mnie żaden z tych męczonych kotów nie miałby takiej cierpliwości.

Otóż Stalker chodził za Fredem, jeszcze jako naprawdę mały chłopiec, miauczał (ciekawe, co też mu nawymyślał), ciągnął za łapki, rozkładał się i zachodził drogę. Kot znosił te zabiegi z kocią cierpliwością, próbując umknąć Stalkerowi, usunąć mu się z drogi po prostu, ale ze Stalkerem nie było tak łatwo. I w końcu mały chłopiec doczekał się kociej kary – Fred się odwinął i strzelił mu w policzek. Lekko zawadził jednym pazurem swojej wielkiej łapy(bo to spory kot był), ale nawet mu się za to nie oberwało. Miał prawo.

Stalkerowi też się nie oberwało, krew się lała, wrzask był straszny, a maleńka blizna na policzku została do tej pory.

Kubeł lubił pojeść sobie razem z ludźmi, chociaż ówczesny chłopak rozpieszczał go kulinarnie – kurczaki, serca, wątróbki. Wchodził kocur na ramiona jedzących i sięgał pyszczkiem do widelca, próbując coś wyjeść. Jak pyszczkiem nie dawało rady, sięgał łapką po rękę z widelcem i próbował ją do siebie przyciągnąć, a był przy tym wyjątkowo sprytny i miał w sobie dużo wdzięku, nawet wtedy, kiedy żebrał przy stole jak pies.

Z ulubionych smakołyków: wszelkie dodatki z pizzy.

Poza tym Kubeł był nauczony siedzieć na karku, umiał się utrzymać tak dobrze, że na dobrą sprawę mógł właścicielowi dotrzymać towarzystwa w codziennych obowiązkach w domu, no i umiał otwierać drzwi zamknięte na klamkę, rzucając się na nią i wisząc odpowiednio długo.

Przed śmiercią Kubeł bardzo cierpiał – nie wiadomo do końca na co zdechł, poza tym, że było to ogólne zatrucie. Owca pamięta, że zaczęła się go nawet trochę bać, bo właził na kolana, już bardzo cierpiący, a kiedy się go pogłaskało, bardzo prychał i generalnie robił się coraz bardziej agresywny i nieprzewidywalny.

Owca i KK próbowali go ratować i odtruwać u weterynarza, ale w końcu, po wielkich męczarniach kota, KK zdecydował się na uśpienie.

I zrobił ten sam błąd, co ja przy Epim i Dużym Kocie.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Koty, Stary blog

Tagi:

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: