Ja nie palę.

Dzień dobry.

Big B też nie.

Choć mój „artykuł” na I360 mógł być mylący. Ale artykuł był pisany trochę wcześniej niż teraz.

Nie palimy już dość długo, jak na nas – od piątego października, to już prawie dwa miesiące.

I jakie jest życie bez papierosa?

Da się przeżyć, ale momentami jest ciężko, a nałóg wciąż próbuje podstawić nogę. A to spotkam się z kimś, kto pali… i co?! Big B nie będzie, nikt mnie przecież nie wyda, nikt się nie dowie, a to tylko jeden papierosek, no, może dwa. Może trzy, ale tylko na tym spotkaniu… no, może tylko na spotkaniach z tą osobą.

I to byłby koniec, bo w końcu Big B by się dowiedział i też zapalił. I już nic by nas wtedy nie utrzymało w postanowieniu rzucenia, zaczęlibyśmy znów palić i znów musielibyśmy przechodzić mękę rzucania. Jak wiadomo – ja rzuciłam definitywnie, żeby więcej nie musieć rzucać.

Bo rzucamy od dawna przecież – w grudniu 2007 postanowiliśmy, że w lipcu 2008 rzucimy, bo to idiotyczne odpalać papierosa komuś, z kim chce się spędzić resztę życia. Nie chodziło o cerę, zęby, fakt, że z lekka się tym papieroskiem zawsze zajeżdża, nie, nie. Chodziło nam o raka, choroby serca i te inne świństwa, które palaczom przyplątują się częściej. I chodziło o to, żeby spędzić ze sobą jak najwięcej czasu.

I rzuciliśmy w lipcu 2008.

Aż popełniliśmy błąd (o czym w artykule) i zapaliliśmy tylko okazyjnie, co szybko okazało się być prostą drogą z powrotem do nałogu. Potem ja przestałam palić, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, no a potem znów zaczęłam. I rzucaliśmy pewnie jeszcze jakieś 10 razy (np. na jeden dzień), aż w końcu doprowadziło mnie to do nerwicy i stwierdziłam, że ja już więcej rzucać nie chcę, a palić nie możemy, więc… ufff, na razie nie palę. I na szczęście jeszcze nie tyję. I nawet nie tknęłam słoika Nutelli, która była mi bardzo potrzebna w lipcu 2008.

Czy czuję się lepiej? Na pewno głowa boli mnie mniej, a z doświadczenia wiem, że nie będziemy tak rzęzić w górach.

I tęsknię za papierosem, oj, tęsknię. Czasem bardzo mocno.

Ale koniec – rzuciłam i koniec, bez zbędnych filozofii, jak kiedyś pisał sielim. Nie ma co, nie palimy i tyle.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Pitu - Pitu

Tagi: ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

11 Komentarzy w dniu “Ja nie palę.”

  1. palacz Says:

    Wytrzymałości życzę:) Ja tak właśnie rozważam temat rzucenia, bądź przerzucenia się na palenie głównie przy %. Ciekawe co z tego mi wyjdzie:)

    • pikfe Says:

      Z mojego doświadczenia wynika, że rozważania to dopiero początek dłuuugiej drogi, ale z drugiej strony wiadomo przecież, że niektórym wystarcza jeden dzień. Ja życzę jednak rzucenia. Zdrowiej.

  2. palacz Says:

    Dziękuje:) Jak to mawiał M. Twain- „Rzucanie palenia to nic trudnego. Robiłem to już tysiące razy”. Póki co w sumie raz ograniczałem palenie ale dużo z tego nie wyszło. Ale rzucenie to dla mnie nowość:)

    • pikfe Says:

      Ooo, z mojego ograniczania palenia też nigdy nic nie wychodziło 🙂 Ludzie, którym to wychodzi mają chyba wolę cyborgów albo nie są uzależnieni.

      • palacz Says:

        Dobre stwierdzenie:), ale ciekawe na jak długo można tak sobie ograniczają, bo sporo osób jednak się i tak później „rozpala”

  3. pikfe Says:

    A ile osób, które całkowicie rzuciły, wraca do nałogu właśnie dlatego, że zapaliły jednego, okazyjnie. nałóg pozostaje nałogiem, już na zawsze chyba.

  4. palacz Says:

    Nałóg to nałóg, już się w nim zostaje z tego co pokazuje praktyka. Kwestią jest czy w wersji praktykującej czy nie:) Zapewne każdy zna kilka przypadków powrotu po jakimś czasie, właśnie przez okazyjne spróbowanie jak smakuje „po czasie abstynencji”
    Pozostaje jedynie być wytrwałym:).

  5. spocit Says:

    Myślę, że naprawdę rzucisz gdy papierosy zaczną ci śmierdzieć i nie weźmiesz ich do ust nawet okazyjnie.

  6. palacz Says:

    Sporo prawdy w tym jest, ale fajki śmierdzą tak czy inaczej. A okazyjne palenie prowadzi do powrotu do palenia, przynajmniej na to wychodzi:).

  7. pikfe Says:

    Hm… kiedyś fajki zaczęły mi śmierdzieć i uznałam, że nie da się tego palić – a potem paliłam. Wydaje mi się, że to bardzo indywidualna sprawa.
    I prawdą jest, że okazyjne palenie bardzo często prowadzi do powrotu do nałogu.


  8. Tak, nie ma jednego papierosa dla tego, który rzucił palenie. Jeden papieros oznacza powrót do palenia – prędzej, czy później.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: