Jak to się stało, że nie chcę mieć dziecka?

Dzień dobry.

To pewnie będzie trochę ekshibicjonistyczny wpis, ale rzecz naprawdę nie daje mi spokoju, żeby nie powiedzieć, że na swój sposób doprowadza mnie do szaleństwa.

Wczoraj odwiedziłam moją koleżankę ze studiów, jej córcia śliczna jest jeszcze malutkim bobasem. Widziałam je pierwszy raz od momentu, kiedy Obcenka przyszła na świat. Tak naprawdę pierwszy raz od momentu, kiedy urodził się Stalker, widziałam takie maleńkie dziecko, miałam je na rękach, nawet z butlą przez chwilę. Zapomniałam, jakie rączki są maleńkie, jakie fantastyczne paznokcie, jak nieprawdopodobne są oczy niemowlaka.

To cudownie, że Aleksun i W. mają taką piękną córkę.

Wyszłam od nich w stanie rozkładu. Gdybym nie poroniła, nasze dziecko byłoby może dwa, może cztery tygodnie młodsze od Obcenki. I byłoby już na świecie.

Nie mogę powiedzieć, żebym nie zwlekała z tą wizytą. Ciąża Aleksun zbiegła się z moim poronieniem – na tym samym spotkaniu ona niespodziewanie powiedziała, że jest w ciąży, a ja, że ciążę straciłam. I dla mnie dziewięć miesięcy ciąży Aleksun to był prawdziwy hardkor. Nie chodzi przecież o to, że się nie cieszyłam, ale za każdym razem, kiedy się spotykałyśmy, widziałam jej coraz większy brzuch, słuchałam o doświadczeniach ciąży, które mi umknęły. Tak naprawdę doświadczałam w bardzo bolesny dla mnie sposób tego, co straciłam.

Raz zdobyłam się na to, żeby odwiedzić Aleksun w szpitalu, tym samym, w którym ja leżałam. Zdobyłam się na to, bo wydawało mi się, że odwiedziny w szpitalu to taka ludzka rzecz, tak się po prostu robi. Byłam jednak frajerką, tak teraz sobie myślę. Aleksun spokojnie dałaby sobie radę beze mnie, ma mnóstwo osób, które są z nią bliżej, ale dla mnie przypomnienie sobie tego szpitala i tych moich wszystkich myśli i oglądanie masy kobiet z brzuchami to było coś koszmarnego. Więcej nie poszłam do szpitala, nie byłam w stanie się do tego zmusić.

To nie była długa ciąża. Nie była planowana. Ale do tej pory boli bardzo mocno, choć myślałam, że tak nie będzie.

A jeszcze kiedyś Aleksun zapytała mnie jak mogłam jej to zrobić? (że poroniłam). Tłumaczyła mi, o co jej chodziło, że o coś innego, ale ja tak do końca nie wiem, o co. Chyba o to, że nie będziemy razem dzielić doświadczenia ciąży. Racja, jak ja mogłam jej to zrobić.

Dla mnie ciąża zawsze była stanem, którego nie mogłam się doczekać. Rola matki zawsze wydawała mi się rolą, z którą poradzę sobie bez większych problemów, w tym sensie, że w ogóle się tego nie bałam. Nie bałam się porodu, nie przerażała mnie fizjologia, bardzo chciałam rodzić naturalnie. W 2007 kupowałam skarpetki i rękawiczki dla naszego przyszłego dziecka.

Rękawiczki dostała Obcenka, kiedy była jeszcze w brzuchu u swojej mamy.

I namawiałam Big B na dziecko, nie widziałam żadnych przeszkód, przecież ze wszystkim sobie poradzimy, dziecko będzie Wędrowniczkiem i to dobrze, nabędzie pewności siebie, ciekawości, dzieci lubią podróże. My będziemy fajnymi rodzicami, stworzymy dla naszych dzieci fantastyczny dom (mamy to szczęście, że obydwoje pracujemy w domu), będzie super. Nie widziałam ŻADNYCH problemów, ŻADNYCH przeszkód.

Big B widział, bo nie chciał mieć jeszcze dzieci. Ale ja mam już 27 lat i mój organizm bardzo, bardzo chciał.

I nagle pojawia się cień wątpliwości.

Można by pomyśleć, że to w skutek kryzysu w związku – oceniam bardziej krytycznie mojego faceta, stwierdzam, że w sumie to tak nie za bardzo etc. Ale nie (a w każdym razie chyba nie, bo nie wiem, czy czegoś można być tak do końca pewnym), bo cień wątpliwości pojawił się, kiedy spędzaliśmy jedne z najwspanialszych wakacji w moim życiu – w górach na Słowacji. Złaziliśmy chyba z Trzech Koron, po długiej, męczącej wycieczce, połączonej ze stresującym i niebezpiecznym spacerem po graniach. Jak było cudownie – choć przecież bałam się jak cholera. Cudowna wycieczka, fantastyczny Big B, wspaniale spędzony czas.

I nagle myśl – z dzieckiem nie mielibyśmy na to szans, co najmniej sześć lat. I ja nie mówię tu o spacerkach po dolinkach, bo wiem (i widzę te o!zgrozo wózki w Kościeliskiej i Chochołowskiej), że tak można. Tyle, że spacer po dolinie jakoś nie kojarzy mi się z idealnym urlopem.

I potem kolejne myśli – nie jestem gotowa na takie poświęcenie, nie dam rady, nie będę dobrą matką. Zaczęłam się bać porodu – no, może nie tyle porodu, co komplikacji; zaczęłam się bać, że z dzieckiem będzie coś nie w porządku.

Zaczęło mnie przerażać, że staniemy się tacy, jak bardzo wielu rodziców – zaniedbani, popaprani jakimiś papkami, z tłustymi włosami, skrzywieni, wrzeszczący, obrażeni na siebie, zmęczeni. (Big B to wyśmiał)

O moim wymarzonym od zawsze dziecku po raz pierwszy pomyślałam w kategorii „niewola”. Skończy się beztroska. Dziecko będzie na pierwszym miejscu, tak? A co z nami (Big B już nie będzie tylko mój)? A co ze mną?

I tylko nie wiem, czemu tak jest, a jest mi ciężko, bo nie rozumiem, co się stało. Czy to jest lęk przed stratą kolejnej ciąży? Czy może jednak w moim związku jest coś nie tak, jak powinno być? Może nie jestem gotowa (a rok temu byłam?), może przegapiliśmy ten dobry moment? Hormony zaszalały, ale jeśli tak, to czemu?

Nie rozumiem tej przemiany, a wciąż pamiętam, jak bardzo chciałam mieć dziecko, jak bardzo sensownym dopełnieniem związku wydawał mi się taki mały szkrab, jak dużo radości widziałam w możliwości obcowania z własnym, małym człowieczkiem.

I puf, koniec?

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Przemyślenia

Tagi: , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

4 Komentarze w dniu “Jak to się stało, że nie chcę mieć dziecka?”

  1. Lisica Says:

    A ja nadal myslę, że to tylko kolejny etap; też przez to przechodzilam. Od jednej skrajności (myślenie o dziecku bez przerwy) do drugiej (tylko nie dziecko, co będzie ze mna,nami,z naszą wolnoscią) aż w końcu nadchodzi taki moment, że przeciwności nie wydają się już takie straszne i myśl o dziecku,choć może nie najważniejsza, napawa takim dziwnym spokojem. Nie do końca umiem to opisać, to taki jakby wewnętrzny spokój. Jakkolwek głupio by to nie brzmiało, to ja wiem, że to się dla Was ułoży 🙂

    • pikfe Says:

      Ale wiesz, ta zmiana mnie męczy. Tak myślę, że jednak w końcu zachcę mieć dziecko, ale trochę się boję, że jednak nie 🙂 Postaram się pomyśleć, że to tylko kolejny etap, bo – jakkolwiek głupio by to nie brzmiało – Twoje rady są mądre 🙂


  2. […] już pisałam o tym, że po poronieniu nie ma we mnie euforii; i nie ma jej we mnie. Nie tak, jak […]

  3. magdalenardo Says:

    Ja się właśnie buntuję… pewnie z tych samych powodów co Ty wtedy… czasem myślę, że jestem za wygodna i leniwa, więc może i lepiej że nie mam dziecka, zwłaszcza, że Dawid ma już córkę i często u nas bywa.
    A ja jestem nauczycielką, więc w szkole mam dzieci aż nad to…
    Tak to sobie jakoś wymysliłam… ale coś mi się nie zgadza, bo choć udaję przed sobą, że przestałam już liczyć dni to jak tylko mi się spóźnia @ to zaraz chodzę nakręcona…
    No i skoro doszłam do wniosku, że może to i lepiej, że dziecka nie mam to dlaczego nocami płaczę???

    Jak to było z Twoją obecną ciążą? Zmieniłaś zdanie, czy zdecydował łut szczęścia? A teraz co czujesz???
    Odszukaj mnie proszę i odpisz na maila lub blogu…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: