Cicely… w Polsce.

Dzień dobry.

Jako, że „Politykę” czytam z opóźnieniem, dopiero teraz przewertowałam numer z 31. października i znalazłam tam tak fantastyczny artykuł, że nie ma możliwości, żebym się nie podzieliła.

Być może niektórzy wiedzą już o mnie, że najchętniej przygarnęłabym każde zwierzątko, jak również wiele bym dała, żeby pomieszkać z wydrą (polecam „Wydry pana Gavina” Gavina Maxwella), bobrem ( „Nad rzeką bobrów” Erica Colliera, a także książka mojego dzieciństwa, przecudowna nawet teraz, „Sejdżio i jej bobry” Grey Owl) czy innym dziwacznym stworem. Jeżem na przykład.

Ów artykuł dotyczy właśnie jeży oraz grupy zapaleńców, którzy postanowili jeżom pomagać – tym potrąconym przez samochody, chorym, zmaltretowanym przez ludzi. I jeśli w pierwszym akapicie czytam, że „połączenie tych dwóch okoliczności zrodziło pasję, która pochłonęła jego życie” nie mogę tak po prostu przestać.

Czemu? Temu, że czytam o Cicely z „Przystanku Alaska”. Ruth Ann, właścicielka jedynego w Cicely sklepu, miała dwóch synów. Kapitalna scena, w której rozmawia o nich z Edem, jest dla mnie kwintesencją atmosfery tego serialu. Ruth Ann z dumą mówi o Ricku, a kiedy rozmowa schodzi na drugiego syna, Matthew, zawiesza głos i jakby ze wstydem, ze smutkiem i żalem, wyznaje Edowi straszną prawdę. Matthew robi karierę w finansach w Chicago, a Rick kierowcą ciężarówki, piszącym też wiersze, poetą.

I kiedy zaczęłam czytać o panu Andrzeju Kuziomskim, pomyślałam o Ricku. Z dumą o Ricku.

Człowiek poświęcił swoje życie ratowaniu jeży – mieszka z nimi, poznał ich zwyczaje i potrzeby, wie nawet, czym karmić małe jeżątka, żeby nie pozdychały. W tej chwili ma w mieszkaniu ponad trzydzieści tych zwierząt, karmi je, troszczy się, udziela rad, jeździ do weterynarzy (tych, którzy znają się na rzeczy – większość niestety się nie zna, o czym można przeczytać tutaj). Opisuje fantastyczne zachowania tych miłych zwierząt: „Igliwiak był w szoku. Przez kilka dni w ogóle nie chciał jeść. Za to potem momentalnie się oswoił. Trzeba było mu zrobić specjalną kratkę, żeby mógł się wspinać na łóżko, bo co pół godziny musiał przyjść się przytulić (…) Jedne, jak Pulpet, są przymilne i ugodowe, inne, jak Jeżynka, strasznie awanturne. Normalnie jeż, jak chce pokonać stopień, zwija się w kulkę i stacza. Ona skakała na cztery łapki. Musiała wszędzie wejść, wszystko obwąchać, a w poszukiwaniu nowych zabawek potrafiła ściągnąć człowiekowi skarpetkę (…)”.

Teraz pan Andrzej Kuziomski tonie w długach, grozi mu eksmisja. Ale – bajki na szczęście nie koniec – Kuziomski poznaje podobnych sobie ludzi, Jerzego Zembrowskiego i jego żonę, którzy pragnęli uratować jeża, ale niestety Jasiek Wędrowniczek zdechł przez niekompetencję lekarzy weterynarii.  Jerzy Zembrowski, jak sam mówi, „aby spłacić dług wobec Jaśka”, postanawia pomóc Andrzejowi Kuziomskiemu. Zakładają Stowarzyszenie Ochrony Nasze Jeże, dostają obietnicę od Lasów Państwowych, że Stowarzyszenie dostanie tereny pod budowę ośrodka dla jeży z prawdziwego zdarzenia. I zaczęło się – strona internetowa, zainteresowanie prasy, szukanie sponsorów.

Pomyślałam, że oczywiście moglibyśmy adoptować jednego jeżyka, kiedy już doprowadzimy ogród do stanu używalności (co, mam nadzieję, nastąpi w przyszłym roku) – niektóre jeże już nie nadają się na powrót do Natury i dla takich Stowarzyszenie szuka opiekunów; pomyślałam, że wpłacę jakieś pieniądze na konto; pomyślałam, że napiszę maila, że to wszystko fantastyczne; pomyślałam, że napiszę o jeżach i o Stowarzyszeniu na blogu, na Babskim Combrze i na Interii360 – byle tylko więcej osób wiedziało.

Zasiadłam do komputera, razem z „Polityką”, co by się wesprzeć i zaczęłam przeglądać stronę internetową Stowarzyszenia Nasze Jeże. Znalazłam wzruszającą historię o Jaśku, artykuł Adama Wajraka i naprawdę dość sporo informacji o jeżach. Znalazłam też coś jeszcze.

„Szanowni Państwo
W ostatnich wypowiedziach medialnych Andrzej Kuziomski żali się, iż nie otrzymuje pomocy od naszego Stowarzyszenia, co dementujemy i wyrażamy oburzenie!
W październiku otrzymał od nas pomoc w wysokości prawie 3 tys. zł, zaś łącznie już 5,5 tys. zł. na leki dla jeży, usługi weterynaryjne, karmy, środki czystości itp. Od początku listopada br. otrzymujemy wiele informacji o pozorowanym opiekowaniu się jeżami przez Kuziomskiego – w celu wyłudzania darowizn na prywatne konto od ludzi dobrej woli oglądających wystąpienia medialne o człowieku, który „poświęca się jeżom”. (…)
W związku z powyższym, wstrzymujemy współpracę z Andrzejem Kuziomskim – do czasu wyjaśnienia powstałych podejrzeń i wątpliwości przez odpowiednie organy i urzędy. Chcemy wiedzieć, czy człowiek ten jest uczciwy i oddany jeżom, czy jednak nie padliśmy ofiarą wyłudzacza?”. (całe oświadczenie można przeczytać tutaj)

Koniec bajki, koniec Cicely. I to przecież w sumie niezależnie o tego, kto w tym sporze jest winny.

pikfe

Advertisements
Explore posts in the same categories: Przemyślenia

Tagi: , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: