Anglia u Lisów. Part two.

Dzień dobry.

Dziś dużo zdjęć, może niezbyt takich fajnych, ale mam się chęć się nimi podzielić. Podobało mi się w ostatnią sobotę na spacerze z Lisami i Big B i chcę, żeby Wam też się chociaż trochę spodobało.

W sobotę z lekka mnie nosiło, miałam ochotę pojechać dosłownie wszędzie. Z naszego spaceru do Peterborough wróciliśmy do Lisów po dwóch godzinach i ja w zasadzie już chciałam wychodzić gdzieś dalej, na spacer. Pogoda była bardzo fajna – wiało co prawda mocno, ale lubię wiatr, a poza tym było ciepło, od czasu do czasu wychodziło słońce i dawało tak piękne jesienne światło, że można było tylko wzdychać z zachwytu.

IMG_1373

Pojechaliśmy na spacer do Maxey, gdzie woda zalała starą cegielnię. Naprawdę bardzo mi się tam podobało.

IMG_1317

IMG_1326

Roślinność w Anglii jest inna. Uderzyło mnie to, kiedy byliśmy w Anglii we wrześniu zeszłego roku i wszystko było tak niesamowicie bujne i gęste i takie, czy ja wiem, zdziczałe, że przestałam się zastanawiać, czemu drzewa u Tolkiena prowadzą swoje sekretne życie. W Anglii narzuca się, że one je prowadzą.

W cieniu…

IMG_1335

… i w słońcu.

IMG_1350

IMG_1341

IMG_1342

Z Lisami i z Big B…

IMG_1337

… i z kaczką.

IMG_1359

Z kaczką z oddalenia…

IMG_1362

… i z kaczkami w Stamford (gdzie potem pojechaliśmy) z bliska.

IMG_1376

Stamford jest fajnym, małym angielskim miasteczkiem. Poszliśmy nad rzekę, ale zdążyłam zrobić tylko jedno brzydkie zdjęcie (to jest chyba najgorsze ze wszystkich, co?)…

IMG_1374

… i musieliśmy uciekać, bo nieźle się rozpadało. Stamford prawie w ogóle nie widzieliśmy, zmyło nas po prostu.

Po drodze rozmawiałam z Lisicą o służbie zdrowia w Anglii i chyba pokocham naszą, polską. U nas od bidy da radę iść prywatnie, kiedy państwowy lekarz już nie przyjmuje, tak? A w Anglii on nie przyjmuje, a porady prywatne to wydatek… dwustu funtów. I troszkę przestałam się dziwić, że angielski minister zdrowia przyjechał kiedyś do polski, żeby zbadać, jak to się u nas dzieje, że służba zdrowia tak całkiem nieźle daje radę. Hmmm.

W domu chłopaki grali, my trochę gadałyśmy, potem gadaliśmy razem i tak, nadal jestem pewna, że lubię do Lisów jeździć. Zjedliśmy pyszną zupę szpinakową (którą zrobiłam, ha!), napiliśmy się piwka i poszliśmy spać, bo rano trzeba było wyjechać parę minut po ósmej, żeby zdążyć na lotnisko.

Wylot – jak zawsze smutny, bo wizja wypicia wspólnej kawy z Lisicą oddala się niebezpiecznie, a wspólne picie kawy jest dobre dla naszego zdrowia psychicznego.

I jeszcze parę zdjęć chmur (nie mogłam sobie darować).

Wybrzeże Anglii.

IMG_1378

Chmury nad Europą.

IMG_1383

Chmury nad Polską.

IMG_1387

Mam nadzieję, że zobaczyć Lisicę, wypić z nią kawę i pogadać, zanim obie będziemy tego bardzo potrzebowały.

pikfe

Advertisements
Explore posts in the same categories: Anglia, Gdzieś dalej

Tagi: , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: