Anglia u Lisów.

Dzień dobry.

Hmmm… przejrzałam zdjęcia z pobytu w Anglii i rezultat jest dość smutny – za piękne to one nie wyszły. Widać, że z tym aparatem czeka mnie ciężka praca. No, ale nic to – trzeba się zadowolić tym, co jest.

Zacznę może od tego, że to był wyjazd dość spontaniczny. W poniedziałek rano do Anglii poleciała paczka z prezentem, ponieważ jeszcze nie zakładaliśmy, że my też się pojawimy, ale po południu – kiedy okazało się, że będzie przerwa w zbiorach – już mieliśmy bilety. Na szczęście paczka doszła tego samego dnia, co my dolecieliśmy, więc mieliśmy szansę dać Lisicy prezent osobiście.

W dniu wyjazdu wpadałam w szał ze zdenerwowania i dość paradoksalnie marzyłam tylko o tym, żeby być już w samolocie. Nie boję się latać, boję się lotnisk i ich opresyjności – sprawdzanie dowodów chyba trzy razy, ważenie bagażu dwa, setki razy pokazywania karty pokładowej, kolejki, macania przez celników, ściąganie kurtki, szala, zegarka, paska, uff, nie cierpię tego. I to czekanie – w kolejce do odprawy bagażowej, w kolejce do odprawy celnej, w kolejce do wejścia do samolotu. Brrr. W samolocie udało nam się zająć miejsce przy oknie, więc tak bardzo mi się nie nudziło, choć myślałam, że przekręcę się z niewygody. Przed wyjazdem wrzuciłam jeszcze na blog (zgodnie z sugestią Lisa) wpis (dość nudnawy, o pogodzie, ale w tamtym stanie to był naprawdę szczyt moich możliwości), żeby tym bardziej zmylić Lisicę.

Zdjęcia chmur. Dla mnie to są fascynujące widoki, zwłaszcza, że na dole lało, przynajmniej w Polsce. Przy okazji pseudoreklama Ryanaira. Dobrze, może bilety są tanie, ale warunki adekwatne. Big B się nie mieści.

IMG_1267

IMG_1272

Z mrozem na szybie.

IMG_1277

IMG_1279

Lis odebrał nas (po szale czekania na walizkę, która – tak myślałam – na pewno zaginęła albo ktoś ją ukradł) z lotniska i udaliśmy się, dalej snując nasze knowania, do Peterborough. Po drodze kupiliśmy pizzę, a ja w swojej kłamliwej naturze smsowałam z Lisicą z samochodu i pisałam, że na pewno teraz nie przyjedziemy, bo są zbiory i praca i w ogóle nie ma takiej opcji. Czasem kłamstwo cieszy 😉 Na miejsce dotarliśmy dość późno. Jak już pisałam, Lis wysadził nas przed zakrętem, poczekaliśmy spokojnie jakieś dziesięć minut, poszliśmy, zadzwoniłam do drzwi, otowrzyła Lisica i ja w tym momencie pomyślałam, że musimy przedstawiać sobą naprawdę przerażający widok, ponieważ spojrzała na nas z wyraźnym strachem. Musiałam ją potem uszczypnąć 😉 Mnie jej widok bardzo ucieszył. Bardzo, bardzo, bardzo.

Następny dzień był spokojny, od rana Lisica rozpakowywała wszystkie prezenty, jakie dostała, co chyba każdemu sprawia dużą frajdę, a później poszliśmy (w trójkę, bo Lis niestety nie mógł wziąć dnia wolnego) do Peterborough moją ulubioną ścieżką przez łąki, ciche osiedla, tuż obok angielskich ogródków działkowych, na okropnym kawałku obok autostrady i w końcu nad kanałem. Tego dnia byłam zbyt zaabsorbowana, żeby robić zdjęcia. Trochę poszwendaliśmy się z Big B w trójkę, wypiliśmy kawę na ławce, a potem Big B poszedł, żebyśmy się trochę nagadały i odwiedziły M&S, gdzie kupiłam całkiem fajną koszulę. Poszłyśmy jeszcze na herbatę do Starbucksa i wróciłyśmy do punktu zbornego, gdzie chwilę czekałyśmy na Big B. On w swojej cudowności zrobił zakupy na obiad, więc jako, że z lekka przymieraliśmy z głodu, wróciliśmy do domu. Zrobiłam parę zdjęć koniom (lubię konie), ale wyszły paskudne. Mimo tego zamieszczę zdjęcie konia z uciętymi nogami, ponieważ jest to… krowokoń.

IMG_1283

W Anglii jest – pięknie (ale to lepiej chyba widać na zdjęciach Krzyśka Nowakowskiego), jest bardzo, bardzo, bardzo dużo dzieci oraz prawie tyle samo grubych ludzi. I te dzieci też niestety często są grube. No i oni wszyscy tam ciągle robią shopping.

W domu Big B zrobił obiad, a potem gadaliśmy, chłopaki trochę grali, piliśmy trochę piwko i zrobiła się fajna posiadówka z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Żałuję, że nie możemy częściej do siebie wpadać, ale jestem z Lisów dumna, bo naprawdę im się w Anglii udało i to tylko i wyłącznie dzięki ciężkiej pracy i własnemu rozsądkowi.

Następnego dnia rano wstaliśmy z Big B dość wcześnie i zrobiliśmy wypad do miasta, ponieważ chciałam zrobić parę zdjęć mojej ulubionej trasie. Najpierw wychodzi się nad kanał i idzie przez łąkę. Po piątkowej nocy była nieco upstrzona puszkami Fostersa. Ciekawy akcent.

IMG_1313

Później idzie się przez małe osiedle małych domków, które niezaprzeczalnie mają swój urok.

IMG_1285

IMG_1309

Stamtąd skręca się obok malowniczego kościoła.

IMG_1291

I idąc wzdłuż ogródków działkowych oraz autostrady dochodzi się wreszcie nad kanał, gdzie tylko na moich zdjęciach są świecące łabędzie 😉

IMG_1295

Poszliśmy malowniczą drogą obok katedry w Peterborough.

IMG_1308

I w końcu zobaczyliśmy (znów!) samą katedrę, o której można przeczytać tutaj i tutaj (po polsku) lub tutaj (po angielsku). I jeszcze dwa moje zdjęcia.

IMG_1300

IMG_1305

Być może Peterborough nie jest miastem obfitującym w jakieś dzikie atrakcje, ale ja je lubię. Pewnie dzięki Lisom. Jutro zapraszam na część drugą.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Anglia, Gdzieś dalej

Tagi: , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: