Miało być o czymś innym.

Dzień dobry.

Miało być o czymś innym, ale w trakcie porannej ppi natrafiłam na bloga Tomasza Łysakowskiego i spędziłam tam trochę czasu, gdyż wpisy tam wydały mi się ciekawe i porządnie napisane, co – jak wiadomo – raczej nie jest regułą w blogowym świecie.

Aż w końcu trafiłam na taki wpis. Dotyczy najlepiej płatnych zawodów, przy czym nie jest zbyt odkrywczy – wiadomo, po jakich studiach absolwenci z reguły znajdują dobrą pracę. Nie jest to kulturoznawstwo, o czym też większość wie. Sama odradzałam ten kierunek moim nielicznym uczniom (z praktyk studenckich) sugerując im jednocześnie, że jeśli koniecznie kulturoznawstwo, to tylko jako drugi kierunek, nie inaczej.

I mimo głębokiego przekonania, podzielanego przez większość moich znajomych-humanistów, że po politechnikach są pieniądze i praca w zawodzie, a początki po studiach humanistycznych mogą być frustrujące, to komentarz Tomasza Łysakowskiego zdziwił mnie i rozdrażnił. Że pozwolę sobie zacytować.

(…) Zaraz potem dreptały potworki typu marketing i zarządzanie, czy już naprawdę niczego sensownego nieuczące kulturoznawstwo i socjologia (podkreślenia moje) (wiem, studia, na których w ramach zajęć ogląda się dzieła postimpresjonistów lub dyskutuje o Marksie, Derridzie i Naomi Klein, wydają się niektórym pociągające – tyle że na rynku pracy wiedza o tym, co Baudrillard miał na myśli pisząc o symulakrach, nie ma najmniejszej wartości, w przeciwieństwie do wiedzy o tym, jak zbudować most, podmienić fragment DNA w komórce lub zaprogramować bazę danych).” (…) Dodajmy: studentem kierunku, po którym pracuje się w CERN-ie lub na kierowniczym stanowisku w centrali dużego banku, a nie – jak po kulturoznawstwie lub socjologii – na zmywaku w Londynie. A mimo to chętnych brakuje. Ech, lubimy te zmywaki, lubimy… „

Po pierwsze – naprawdę nie uważam, żeby studia kulturoznawcze niczego sensownego nie uczyły, chyba, że rzeczywiście za jedyny wskaźnik sensowności uznamy praktyczną użyteczność, z czego jednak wynika, że lepiej by ci wszyscy kulturoznawcy zrobili, gdyby chwycili za łopaty. Nie wiem, czy mój rok był specyficzny czy nie, ale spotkałam tam wielu ludzi, którzy mieli w sobie pasję poznania kultury. Być może analiza dzieł filmowych, obserwowanie od początku, jak rodziła się nowa sztuka czy też bardziej ogólnokulturowe zagadnienia dotyczące społeczeństwa konsumpcyjnego, kultury masowej lub kategorii gender wydają się wielu osobom pozbawione sensu, ale nie należy zapominać, że z tych kulturoznawczych i filozoficznych pojęć korzystamy w codziennym życiu. Rodzą się dyskusje, kontrowersje, analizy, które umożliwiają nam lepsze zrozumienie świata, który nas otacza nie tylko w kategoriach praw fizycznych. Czy to jest pozbawione sensu?

Po drugie w moim odczuciu wynika, że absolwenci takich niesensownych kierunków nie mają za grosz ambicji (i zdrowego rozsądku), zadowoli ich ten zmywak w Londynie, bo przecież do czego innego się nadają? Co za idiota wybiera studia, po których będzie biedny (i jeszcze niczego sensownego się nie nauczy)? Czy takie pojęcia, jak „rozwijanie własnych zainteresowań” nie mają zastosowania w dzisiejszym świecie? Czy jedyną ambicją musi być bardzo dobrze płatna i dająca wysoką pozycję społeczną praca?

Po trzecie – dobrze byłoby, gdybyśmy produkowali więcej specjalistów z bardziej rozwojowych dziedzin niż kulturoznawstwo, to jasne i z tym się zgadzam, podobnie jak z matematyką na maturze. Mimo tego sądzę, że nie tylko inżynierowie są nam potrzebni, ale także ludzie, którzy mają rozeznanie w kulturze, rozumieją jej mechanizmy nie tylko opierając się na własnej intuicji, ale mając także solidne podstawy teoretyczne, a takie na kulturoznawstwie można zdobyć, jeśli tylko się chce. Tak, można z pewnością trafić na kulturoznawcę głąba, tak samo jak na lekarza konowała czy też niedouczonego informatyka etc.

Nie jest tak, że całkowicie nie zgadzam się z Tomaszem Łysakowskim i teraz prawdopodobnie wybrałabym inne niż kulturoznawstwo studia, ale te studia nauczyły mnie dużo i to nie samych bezsensów, nic niewartych, choć być może na gotówkę trudno je przeliczyć. Czuję się poruszona porównaniem moich pięciu lat ciężkiej pracy do bezsensu.

pikfe

P.S. Nie wiem też, czy każdy fizyk/informatyk/lekarz etc. ma szansę na wysokie zarobki i wysoką pozycję zawodową. Trochę w to wątpię. Tymczasem kulturoznawcom łatwo jest (tak wynika tylko z mojej obserwacji) zmienić zawód i naprawdę nie dadzą się za pracę w zawodzie zaszlachtować. I często bardzo dobrze im idzie. Bynajmniej nie na zmywaku.

Reklamy
Explore posts in the same categories: Przemyślenia

Tagi: ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: