Ziarska Chata. Część druga.

Dzień dobry.

Babcia kochana w szpitalu, więc życzcie jej zdrowia.

Dziś Rohacze i naprawdę długa wycieczka, aż nas prawie wywinęło na drugą stronę, ale oczywiście było warto, choć miałam pietra oczywiście. Po powrocie z Trzech Kop łapczywie rzuciłam się na przewodnik, żeby doczytać, gdzie też myśmy się wpakowali i cóż zobaczyłam? „Orla Perć Tatr Zachodnich”, „droga o znacznych trudnościach”, „odcinki przepastne”, „wymagana sprawność ruchowa i obycie ze skałą”, „duża ekspozycja”, „forsujemy nie bez emocji” etc, etc, więc znów trochę się bałam tego, co mnie na Rohaczach spotka albo spotkać by mogło przy odrobinie nieszczęścia. Ale ruszyliśmy, Big B marzył o tych szczytach od dwóch lat.

Doszliśmy sobie spokojnie do Ziarskiej Przełęczy, gdzie spotkaliśmy trzy osoby i stamtąd skierowaliśmy się na Rohacza Płaczliwego. Podejście jest bardzo spokojne, żadnych trudności, coś jakby Starorobociański, tylko much mniej. Naprawdę nie ma trudności, więc byłam spokojna. Widok na Rohacza Ostrego. Troszkę na prawo od szczytu widać „szczycik” Giewontu.

Obraz 543

I z bliży.

Obraz 545

Widok na Dolinę Rohacką.

Obraz 541

o Rohackiej Przełęczy trzymałam się nieźle. Później było już trochę gorzej, bo „w pewnym miejscu szlak wiedzie nad czeluścią skalną” (Józef Nyka, Tatry Słowackie), ale jakoś dałam radę. Momentami musiałam złapać się troka plecaka Big B, co ani mnie by nie uratowało, ani jego, ale jakoś lepiej się wtedy czułam i popiskiwałam tylko trochę. Ogólnie podejście pod Rohacz Ostry nie zostawiło w mojej pamięci jakiś traumatycznych śladów. Rochacz Płaczliwy.

Obraz 548

Wołowiec i szczyt Rohacza Ostrego.

Obraz 556

Tuż przed zejściem (no… to tak wygląda, jakby góra się kończyła) jeden pan powiedział, że teraz to będzie naprawdę ciężko, co mnie trochę zesłabiło, a Big B dodał radośnie: „Jak spadnę, to wiedz, że cię kochałem.” I miał awanturę na szczycie, nawet nie chciało mi się patrzeć, jak pokonuje tego cholernego konia. Sama szeptałam do siebie idąc, że to już na pewno mnie zabije, ale jakoś ocalałam, nawet się nie poślizgnęłam, nie wisiałam nad przepaścią trzymając się jedną ręką łańcucha i w ogóle nic z tych rzeczy. Dobrze było i tak mnie to podbudowało, że w jednym żlebiku Big B trochę strefił, a ja się zastanawiałam, co tam trudnego. No dobra, on zszedł bez pomocy łańcucha, a ja oczywiście wisząc na tym łańcuchu prawie, ale on ma dwa metry, więc mu łatwiej.Tu właśnie z lekka trefi.

Tatry_lipiec_2009_IXUS 259

Dalej poszło już łatwo, choć w tłumie ludzi i po bardzo rozchodzonym szlaku. Po chwili widzieliśmy Rohacza od drugiej strony.

Obraz 569

Zeszliśmy na Jamnicką Przełęcz i stamtąd poszliśmy na Wołowca, górę, która dwa lata temu umknęła naszym nogom z powodu nagłej burzy. Wołowiec już po stronie polskiej, co widać. Ponieważ na szczycie odbywał się regularny piknik oraz kąpiele słoneczne, nie cieszyliśmy się pobytem na szczycie zbyt długo i tą samą drogą wróciliśmy z powrotem na Jamnicką Przełęcz, z kuszącą myślą na ramieniu – a może dłuuuuugi popas nad Jamnickimi Stawami?

Tatry_lipiec_2009_IXUS 284

Masyw Rohaczy widziany z Wołowca.

Tatry_lipiec_2009_IXUS 286

Skręciliśmy na Jamnickie Stawy, gdzie żywej duszy nie było, tłumy za to przewalały się Liptowską Granią, kiedy myśmy leżeli, słuchali szumu wody i świstu świstaka nad Niżnim Jamnickim Stawem.

Obraz 635

Podziwiając Rohacz Ostry z jeszcze innej strony.

Obraz 609

Fotografując przyrodę.

Obraz 657

Kwitnące jagody.

Obraz 647 Glony.

Obraz 661

Oj, żeśmy się tam wyleżeli w górskim słońcu, nie powiem. Było tak przyjemnie, cicho, spokojnie, ciepło, że naprawdę nie chciało się nam ruszać. Najedliśmy się, wymościliśmy, od czasu do czasu pomoczyliśmy stopy i wygrzewaliśmy się w słońcu – kto by miał dosyć? A droga do domu wcale niekrótka. W końcu jednak trzeba było się zwlec i pomykać do Doliny Jamnickiej, żeby stamtąd z powrotem wspiąc się na Żarską Przełęcz. Było pięknie.

Obraz 680

Tylko, że jakoś nam się z głów wybiło, że trzeba będzie zejść na dno Jamnickiej i stamtąd gnać pod górę na Żarską Przełęcz. Niewielu lubi schodzić, ale wychodzenie ostro do góry pod koniec wycieczki też nie jest czymś najwspanialszym na świecie. Byliśmy trochę zmęczeni, tym razem Big B bardziej niż ja, To był dzień mojego trzymania fasonu. Dno doliny, teraz zostaje nam wspinaczka, a tu jeszcze napisali, że to niedźwiedziowy region. Oj, szłam szybciej i baczniej się rozglądałam. Kiedy miś napycha się jagodami przy Murowańcu i gapi się na niego co najmniej pięćset osób, to nie wydaje się być straszny, ale kiedy człowiek jest na tym szlaku sam, a niedźwiedź może wychynąć zza krzaka, to już tak jakby mniej pewnie.

Tatry_lipiec_2009_IXUS 292

Z Doliny Jamnickiej na Żarską Przełęcz prowadzi przepiękny szlak i wcale się nie dziwię, że niedźwiedź postanowił tam zamieszkać.

Tatry_lipiec_2009_IXUS 293

I dalej, „zwróciwszy się w prawo, ścieżka podchodzi do wylotu wiszącej dolinki polodowcowej, wgłębionej do stóp obydwu Rohaczy, zwanej Rohackim Kotłem (…) Cyrk pod Rohaczem jest jedną z najpiękniejszych tego rodzaju form w Tatrach Zachodnich (…) Trawy przeplatają się z połaciami piargów i kępami kosówek” (Józef Nyka, Tatry Słowackie).

Tatry_lipiec_2009_IXUS 295

Obraz 708

I znów Rohacz Ostry. Schodzący w dół turyści podzielili się z nami radosną nowiną, że będąc na Rohaczu widzieli niedźwiedzia i że do Żarskiej Przełęczy to jeszcze ho!ho! daleka droga. Ho.Ho.

Obraz 707

Obraz 705

Kiedy spojrzałam na miejsce, gdzie mamy dojść… zrobiło mi się trochę słabo, ale to ja trzymałam fason, tak? „Oj, zobacz, już niedaleko!” Big B posłał mi urokliwe spojrzenie. Może w tym fasonie nie było mi najbardziej do twarzy?

Obraz 712

Ale, ale – widać śnieg? Przy śniegu mieliśmy długi i nieplanowany popas z racji spotkania – a to już bliskie spotkanie było – świstaka.

Obraz 715

Nie są piękne?

Obraz 719

I został nam tylko kawałek do wdrapania się i się wdrapaliśmy. Słońce zaczęło zachodzić i wszystko ozłacać.Zjedliśmy czekoladę, co bardzo poprawiło nam humory i dodało energii. A poza tym zostało już tylko to okropne schodzenie 😉

Smrek i Baraniec.

Tatry_lipiec_2009_IXUS 299

A potem zrobiło się naprawdę pięknie. W górach żywej duszy (oprócz nas oczywiście), pogoda piękna, cicho, czasem tylko świstak zaświszczy. I ten zachód.

Obraz 744

I te widoki.

Obraz 749

Właśnie dlatego pojechaliśmy w Tatry, a nie na Malediwy albo Seszele.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Tatry, Tatry

Tagi: , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: